Manager berlińskiego parku tworzy specjalnie wyznaczone strefy dla dilerów
Kreuzberg to berlińska dzielnica, której polecenie zwiedzenia znajdziecie w każdym przewodniku. Jest najmodniejszą, a na pewno najbardziej wyrazistą częścią stolicy Niemiec, szczególnie upodobaną przez młodych ludzi i artystów.
To tam, czyli w samym centrum miasta mieści się Görlitzer Park – 14-hektarowy obszar zieleni, na którym znajdują się boiska sportowe, mini-zoo, małe jezioro i trawniki teoretycznie zachęcające do zabaw i piknikowania.
W praktyce to miejsce kojarzy się Niemcom przede wszystkim z handlem narkotykami.
Od wielu lat problem parku Görli spędza sen z powiek władz miasta i lokalnej policji. Już dawno padły deklaracje wdrażania polityki „zero tolerance” w zakresie handlu narkotykami na tym terenie.
Lokalni mieszkańcy twierdzą jednak, że nic się w tym temacie nie zmienia na lepsze, a może i nawet liczba dilerów urzędujących w parku wciąż rośnie.
Tego samego zdania jest manager Görli’ego Cengiz Demirci. Zarzuca on służbom, że nie przykładają tak dużej wagi jak powinny do istniejącego problemu i nie widzi, by istniał jakiś wróżący sukces plan rozwiązania go. Właśnie dlatego zdecydował się na stworzenie w parku tzw. „pink zones”, czyli stref wyznaczonych dla handlarzy narkotyków.
Ma to sprawić, że nie będą się panoszyć po całym terenie, w szczególności w swoim ulubionym punkcie – przy wejściu do Görli’ego.
Skutek tego jest bowiem taki, że mieszkańcy miasta i turyści niechętnie odwiedzają to miejsce, a jeśli już się na to zdecydują – nie jest to dla nich komfortowe. Strefy mają być wyznaczone w symboliczny, prosty sposób – zaznaczone za pomocą różowej farby w spray’u miejsca, w których handlarze narkotyków „mogą” działać.
Oczywiście w praktyce wcale nie oznacza legalizacji sprzedaży narkotyków w Belinie, niemniej jednak kontrowersyjny pomysł Demirci’ego jest odbierany przez policję i niektórych polityków właśnie jako przyzwolenie na takie praktyki, totalnie sprzeczne z polityką „zero tolerance”.
Managerowi parku zarzuca się kapitulację w walce z problemem i zwraca uwagę na to, że kwestia jego rozwiązania powinna leżeć jedynie w rękach policji i sądów, które robią co mogą, by przeciwdziałać handlowi narkotyków na terenie Görlitzer Park.
Niewzruszony falą krytyki Demirci cierpliwie tłumaczy w mediach, że jego rozwiązanie ma wymiar czysto praktyczny.
Problem istnieje i nic nie wskazuje na jego rychłe zniknięcie, czuje więc się w obowiązku, by zrobić coś, co pozwoli turystom i mieszkańcom Berlina mimo wszystko korzystać z uroków parku. Nie jest jednak żadną tajemnicą, że „pink zones” przede wszystkim mają zwrócić uwagę władz i zmobilizować ich do podjęcia konkretniejszych działań na terenie parku.
Na pewno nie można odmówić managerowi pomysłowości i tupetu. Skoro jednak już udało mu się narobić szumu wokół tematu, jest duża szansa, że coś pozytywnego z tego wyniknie.
Zdjęcie główne: Michael Sohn/AP
Tekst: Kinga Dembińska