Miks technologii i uczuć

Wielodzietność to wyzwanie. Zuzia Sielicka-Kalczyńska jest mamą 4 dzieci, a do tego prowadzi Whisbear – firmę, która odnosi międzynarodowe sukcesy. To miks uczuć i technologii – szumiące zabawki, które uspokajają niemowlęta. Razem z nami przetestowała Acer Swift 5, lekki, szybki, mobilny, multifunkcjonalny komputer.
.get_the_title().

Rozmawiamy z przedsiębiorczą, zabieganą i nie bojącą się wyzwań kobietą sukcesu. Zuzia Sielicka-Kalczyńska razem z siostrą Julią prowadzi firmę Whisbear, której produkty pokochały dzieci i ich rodzice. To miks uczuć i technologii – szumiące zabawki, które uspokajają noworodki i niemowlęta. Technologia zaprzęgnięta do budowania poczucia bezpieczeństwa z wieloma międzynarodowymi nagrodami na koncie.

Zuzia jest mamą czwórki dzieci i nie zwalnia tempa. Jest niezwykle szczera, otwarta i uważna. ‘Rodzicielstwo to jest totalny kurs rozwojowy, może dać bardzo wiele –  na tyle, na ile jesteśmy w stanie otwarcie stanąć twarzą w twarz ze swoimi słabościami’ – mówi Zuzia.

Jak wygląda jej dzień? ‘Wielodzietność to wyzwanie – wkurzają mnie profile na Instagramie, które pokazują tylko tę cukierkową stronę posiadania kilkorga dzieci. Bo w życiu trudno o filtry i dobre komentarze – tłumaczy. – W życiu, jak w cyrku, uczę się żonglować pomiędzy lekcjami online, własną pracą, ząbkującym bobasem i rosnącymi potrzebami emocjonalnymi starszych dzieci.

Razem z nami przetestowała laptop Acer Swift 5 z procesorem Intel Core i7 jedenastej generacji, który jest ultralekki, wytrzymały i bardzo szybki, w sam raz dla osoby, która nie ma czasu na kompromisy. Ale najpierw poznajcie naszą bohaterkę.

F5: Jak zaczęła się Twoja przygoda z własną firmą? Skąd pomysł na szumiące misie?

Zuzia Sielicka-Kalczyńska: Pracowałam na etacie w domu mediowym, ale gdy zostałam mamą, przestałam się dobrze czuć w korpoświecie. Mój syn Mati mało spał i dużo płakał –  dziś śmieje się, że to on stoi za sukcesem mamy. Wtedy pomagał nam szum suszarki. Zaczęliśmy szukać lepszych “szumiących” rozwiązań, ale to, na co trafialiśmy, było beznadziejne. Okazało się, że wielu rodziców boryka się z podobnymi problemami. Moja siostra Julia też urodziła dziecko i zaczęłyśmy myśleć o założeniu wspólnie firmy – dziś odpowiada za design i produkcję.

Od pomysłu do startu minęły 3 lata – dość długo, ale pracowałyśmy na etacie, miałyśmy dzieci, nad startupem siedziałyśmy nocami. Miałyśmy pomysł, ale zero know-how’u. Zderzałyśmy się z problemami technologicznymi, pozwoleniami, atestami. Popełniałyśmy masę błędów, wydawałyśmy bezsensownie pieniądze.

11 września 2014 roku odpaliłyśmy sklep. Byłam w trzeciej ciąży, nadal pracowałam na etacie, wydawało nam się, że na spokojnie zobaczymy, czy to chwyci. Do świąt miałyśmy wyprzedany cały stock. Sukces i porażka w jednym, bo pusty magazyn i mnóstwo chętnych trzeba było jakoś zaopatrzyć.

Skąd taki sukces?

Nasz pierwszy produkt, czyli “Miś Głowonóg” nawiązujący designem do dziecięcych rysunków nie tylko szumiał – był zabawką multifunkcjonalną, sensoryczną. Jako pierwsza polska firma zostałyśmy nominowane i wygrałyśmy Innovation Award na największych targach zabawek na świecie w Kolonii. Sama nominacja, to już było wielkie wydarzenie dla polskiej branży.

Nasze produkty są innowacyjne, wynikają z potrzeb dzieci i rodziców, tworzymy je od podstaw… często znajdując potem naśladowców. Tak było choćby w przypadku opracowanego przez nas rozwiązania cry sensor, czyli innowacyjnego czujnika reagujący na płacz dziecka. Nie chciałyśmy, żeby nasz miś zagłuszał nieustannie dziecko, tylko żeby reagował. Nie dało się tego opatentować. Myślę, że zrobiłyśmy kategorię i dziś duże firmy korzystają z naszych pomysłów.

Co pandemia zmieniła w waszym funkcjonowaniu?

Wyszłyśmy z niektórych rynków m.in. z amerykańskiego. Pandemia zmieniła kanały sprzedaży. Miałyśmy mocną sprzedaż offline na całym świecie, a dziś sklepy są pozamykane. Na szczęście tuż przed pandemią postawiłyśmy na e-commerce i wprowadziłyśmy nową kolekcję produktów. Odczuwamy jednak skutki pandemii, rynek jest zachwiany. Częściowo przeniosłyśmy produkcję do Polski, ale część naszych produktów nadal powstaje w zaufanej fabryce w Azji, gdzie są straszne opóźnienia.

Kanał Sueski jest zapchany, świat stoi, a my z nim. W Polsce brakuje materiałów, nici, rzepów, wszystkiego… Co chwile zamykane są szwalnie.

Stoimy przed wieloma wyzwaniami, do tego co chwila mamy lockdown i nasi najwięksi odbiorcy w Polsce jak Smyk są zamykani. To wszystko jest mało przewidywalne.

Twoja najmłodsza pociecha to pandemiczne dziecko. Jak wyglądała Twoja praca przez ostatni rok? 

Nasza córka Wanda urodziła się w styczniu 2020, kiedy nic jeszcze nie zapowiadało tego, co miało nastąpić. Spędziłam rok z dziećmi w domu, co było zaskakujące i trudne. Mało wychodziłam do biura. Siedzieliśmy wszyscy w jednej przestrzeni, dzieci na nauczaniu zdalnym, my wymieniając się opieką nad najmłodszym dzieckiem. Pracowałam wieczorami, podczas drzemek córeczki, w dziwnych miejscach i o dziwnych godzinach.

Doceniam to, co daje nam dziś technologia – wiele rzeczy możemy robić zdalnie. Mój biznes jest oparty na miksie uczuć i technologii.

Nigdy jeszcze technologia nie pełniła tak ważnej roli w naszym domu. W moim przypadku lekki laptop to podstawa – musi być poręczny. Często noszę go ze sobą, do tego zazwyczaj mam dziecko na ramieniu. Testując Acer Swift 5 byłam zaskoczona jak jest lekki, do tego kompaktowy, ale bardzo solidny. Fajnie się sprawdza do calli, zoomów i bieganiny, nie waży nawet kilograma, a ja ciągle się przemieszczam z komputerem po domu, szukam spokojnego miejsca…Przy czwórce dzieci to nie jest łatwe.

Jak udaje ci się ogarniać pracę całego zespołu?

Nasz zespół mierzy się z wieloma wyzwaniami, bo zatrudniamy prawie wyłącznie mamy. Chciałyśmy wspierać matki, wiedziałyśmy, że one najlepiej zrozumieją nasz biznes, ale też wierzyłyśmy w ich mobilizację, zaangażowanie. Nasz zespół ma nasz olbrzymi kredyt zaufania. Jednak wszystkie byłyśmy i jesteśmy zmęczone żonglowaniem opieką nad dziećmi i pracą.

Musiałyśmy wypracować inne metody pracy i motywowania się nawzajem. Dziś to inna rutyna, dużo zaufania i zmiana komunikacji w zespole. Dzień zaczynamy o 9:00 od ‘porannej kawki’ na Zoomie i wyznaczamy cele na dany dzień. Mój komputer musi być więc wyposażony w dobrą kamerę, mieć świetne głośniki zbierające dobrze dźwięk.

Odpalam milion zakładek, milion plików, Excel, skaczę z tematu na temat – tak wygląda moje życie. Mój komputer nie może się wieszać, musi mieć mocny procesor, tak jak testowany przeze mnie Swift 5.

Sprzęt musi mnie wspierać, musi być niezawodny i szybki. Mocny dysk, szybkie WiFi, szybki przesył danych – to się liczy. To ważne, bo i tak poziom stresu i wieczny pośpiech nie są łatwe.

W normalnych warunkach pracuję w różnych miejscach, tu kawiarnia, tu spotkanie, tu wyjazd na targi, a Swift 5 bez problemu mieści się w torbie. Do tego spotkania z klientami, prezentacje. Przydaje się więc dobra karta graficzna, czy możliwość podpięcia do różnych sprzętów. Ważna jest też wydajna bateria, a Swift 5 wytrzymuje 8 godzin intensywnej pracy, a do 17 w trybie biurowym. Ma też czytnik linii papilarnych, dzięki czemu można się na nim bardzo szybko i bezpiecznie zalogować. Dotykowy ekran i świetny obraz to dodatkowy atut.

Jak udaje ci się łączyć pracę i opiekę na czwórką dzieci w pandemicznych realiach?

Wszyscy staliśmy się bardziej samodzielni. Dzieci potrafią już same pójść do kuchni i zrobić sobie jedzenie, bo mama jest na callu.

Przez ten rok nauczyłam się odpuszczać i sobie, i innym. Nauczyłam się ‘rozpinać rozporek w dżinsach’, mieć większy luz, nie spinać się wszystkim.

Wcześniej wydawało mi się, że muszę mieć porządek wokół siebie – teraz wiem, że to niemożliwe. W pierwszym lockdownie starałam się wszystko ogarniać: obiad, szkołę, fajne zajęcia dla dzieci, pracę pracowników.

Czego ci brakuje teraz?

Czuję, że jestem zmęczona. Chciałabym obejrzeć wieczorem serial bez wyrzutów sumienia, że powinnam odpisać na maile, na które nie odpisałam w ciągu dnia, bo nie dałam rady. Brakuje mi swobody i podróży. Dużo jeździłyśmy na targi, na spotkania, to było rozwijające. Udział w targach to była nagroda za naszą pracę. Brakuje mi też spontaniczności.

Marzę o spotkaniu z klientem na kawie bez maseczki.

Jakie nowości wprowadzacie w Whisbear? 

Szykujemy premierę nowości już w kwietniu!

Pracujemy też cały czas nad Aplikacją E-zzy, która jest jeszcze na etapie rozwoju, ale już są rynki, które pokochały ten produkt, m.in. Finlandia. Finowie są bardzo do przodu, jeśli chodzi o innowacje czy też zanurzenie w technologii.

Aplikacja jest połączona z urządzeniem szumiącym – regulujesz zdalnie szum, jego natężenie – ale jest też pierwszym urządzeniem na świecie, które jest jednocześnie przytulanką i nianią elektroniczną. Wysyła powiadomienie, że dziecko się obudziło. Jej trzecia funkcja to asystent rodzica. Insight był taki, że rodzice potrzebują wsparcia przy noworodku, zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Nasza aplikacja to kompendium wiedzy, którą stworzyli pediatrzy i specjaliści – informuje rodzica, na jakim etapie rozwoju jest jego dziecko, co się z nim dzieje, czego można się spodziewać, przypomina też o ważnych terminach, takich jak złożenie wnioski o becikowe (śmiech). Sama jej używam przy Wandzie.

Materiał powstał we współpracy z  @acer_pl @intel
Zdjęcia: Kuba Łysiak

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook