‘Nie można bać się życia i zmian’ – mówi Sally, Gruzinka od kilku lat mieszkająca w Warszawie

Sally lubi marzyć i potrafi urzeczywistniać swoje marzenia. Razem z Intel w ramach naszej serii #generacjaEvo rozmawiamy z Sally o odwadze, strachu i pasji.

Razem z Intel, producentem procesorów, przyglądamy się, jak wygląda praca i styl życia kreatywnych, dynamicznych, przedsiębiorczych osób, które nie mają czasu na półśrodki. Chcą bardziej, lepiej, więcej, dbają o siebie i swój rozwój. #generacjaEvo – tak Intel określa ludzi nielubiących ograniczeń i szukających urządzeń, które będą za nimi nadążały. Dokładnie takich jak Sally, która zaraża niezwykłą, pozytywną energią i dla której droga od pomysłu do realizacji wcale nie jest długa. Czy emigracja jest łatwa? Na pewno nie. Czy wczesne macierzyństwo, w wieku 17 lat jest łatwe? Na pewno nie. Dla Sally nie ma jednak rzeczy niemożliwych, zwłaszcza że ma wokół cudownych ludzi i potrafi ich doceniać.

Banner Image

Zostałam mamą w wieku 17 lat, rozwódką w wieku 19 lat. Pracuję od 15 roku życia. Miałam i mam szczęście do ludzi, bo mogło być dużo trudniej. To ludzie, którzy Cię otaczają, liczą się najbardziej. To jest największa wartość.

Początki

Sally, a właściwie Salome Maisashvili wyjechała z Gruzji w wieku 20 lat, postanowiła zostać kostiumografką i tak też się stało. Dziś pracuje na planach popularnych produkcji jak ‘Usta, usta’ czy ‘Receptura’. Marzyła o własnej marce biżuterii, więc założyła z przyjaciółkami Somethings, miejsce z duszą na tętniącym życiem warszawskim Mokotowie. Tam też spotkaliśmy się z Sally, żeby zobaczyć jak wygląda jej dzień.

Towarzyszył jej ultralekki laptop Lenovo ThinkPad X1 Nano. Dla Sally, tak jak dla innych przedstawicieli #generacjiEvo, nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba walczyć o swoje marzenia.

Marta Jerin, F5: Jak to się stało, że wylądowałaś w Polsce? 

Sally: Pracowałam w Gruzji w firmie produkcyjnej z moją przyjaciółką Liką, z którą dziś prowadzę butik i markę biżuterii Somethings i z którą przyjechałyśmy razem do Polski. Ekipa z Polski kręciła odcinek serialu w Gruzji i tak wylądowałyśmy na planie polskiego serialu. Wtedy robiłam wszystko oprócz kostiumów, czyli pomagałam w make-upie, scenografii czy w lokacjach. Na planie zaproponowano nam pracę w Polsce – miałyśmy trochę szczęścia, poznałyśmy świetnych ludzi. Od początku chciałam spróbować swoich sił w kostiumografii. Jestem po ASP w Gruzji, na studiach pracowałam ze znanym projektantem mody jako asystentka. Ciągnęło mnie do tego i potrzebowałam odrobiny szczęścia, żeby się rozwinąć.

Wcześnie zaczęłaś pracować? Przyjechałaś do Polski jak byłaś bardzo młoda?

Ja wszystko zaczęłam młodo… Zostałam mamą w wieku 17 lat, rozwódką w wieku 19 lat. Pracuję od 15 roku życia, najpierw pomagałam mamie w jej firmie. Do Polski przyjechałam, gdy miałam 20 lat. Zaczęłam praktyki w telewizji przy serialu. Nie od razu w kostiumach. Wiem, że niektórzy ludzie marzą o pracy na planie filmowym, a ja przyjechałam z innego kraju i się udało. To nie oznacza, że nie było ciężkich momentów. Przez parę miesięcy miałam praktyki, więc pracowałam równocześnie w restauracji na zmywaku i zajmowałam się dziećmi. Na szczęście bardzo szybko zaczęli mnie brać do pracy przy serialach.

Jak poradziłaś sobie z barierą językową?

Chciałam za wszelką cenę nauczyć się jak najszybciej polskiego – pożyczałam i czytałam książeczki dziecięce, pomagała mi się uczyć ciotka, u której na początku mieszkałam. Pomagali mi ludzie w pracy. Po pół roku już czytałam scenariusze po polsku.

Tęsknota jest olbrzymia, ale mam w Polsce wspaniałych ludzi wokół siebie. Mam przyjaciół, którzy są dla mnie jak rodzina. Polska mnie super przyjęła. Nie mogę marudzić!

Tęsknota

Na początku przyjechałaś z synem?

Na początku przyjechałam sama. Chciałam go jak najszybciej ściągnąć, ale zajęło sporo czasu, zanim mogłam stworzyć mu warunki do życia razem ze mną w Polsce. Pierwszy z seriali, przy których pracowaliśmy, kręciliśmy też w przedszkolu. Nie jestem osobą, która dużo płacze, ale pamiętam, że nie mogłam się powstrzymać. Było ciężko. Zostawienie w Gruzji rodziny i przyjaciół było dla mnie bardzo trudne. Miałam tam społeczność, wszędzie było mnie pełno. Bardzo kocham ludzi, kocham też Gruzję. Nigdy nie myślałam, że wyjadę z kraju. Gruzja kojarzy się w Polsce z biedą, a to nie całkiem prawda. Tbilisi, w którym mieszkałam, jest pięknym miastem, bardzo nowoczesnym, znanym z muzyki elektronicznej, mody. Dziś nadal tęsknię, ale Polska nie jest dla mnie przystankiem. Stała się domem.

Nadal trzymam się blisko z przyjaciółmi stamtąd. Technologia ułatwia ten kontakt, więc mamy go praktycznie codziennie.

Banner Image

W momencie, w którym zaczyna się przyjaźń, różnice znikają. To, że ja jestem otwarta nie sprawia, że mogę tego wymagać od innych, ale mogę im to dać i albo to wezmą, albo nie.

Polsko-gruzińska mieszanka

Zauważałaś różnice kulturowe między Gruzinami a Polakami?

Moja siostra mieszka w Paryżu, pojechałam do niej na tydzień, zostałam 1,5 miesiąca. To mówi wszystko o mnie, ale też sporo o kraju, z którego pochodzę. Jestem osobą, która idzie spontanicznie przez życie. W Gruzji nigdy nie wiesz, kto zajrzy do twojego domu. A to sąsiadka wpadnie, a to ktoś ci coś przyniesie. Relacje międzyludzkie są bliskie i oparte na spontaniczności, my się nie umawiamy na spotkania w weekend, tylko po prostu odwiedzamy. Po przyjeździe tutaj musiałam się przyzwyczaić do pewnych różnic. I tak Polacy i Gruzini mają do siebie blisko i jest dużo sympatii między nami. Gruzini bardzo lubią Polaków.

Polecam książkę Nino Haratischwili ‘Ósme życie’, która bardzo dużo mówi o Gruzinach. Często używamy słowa ‘kocham’. Polacy często mi mówią: ‘a wiesz, że to jest takie mocne słowo’. W Gruzji jest przyzwolenie na większe emocje. Moi znajomi z Polski mówią, że uczą się ode mnie spontaniczności i otwartości. Jestem im wdzięczna za to, że mnie czasem stopują, mówią: ‘wyluzuj, popatrz’. Może przegapiłabym sporo rzeczy, gdybym nie była już taką polsko-gruzińską mieszanką.

Banner Image

Banner Image

Idziemy małymi krokami, jesteśmy w tym 'slow'. Czasem nie warto się spieszyć. Można przekalkulować, zgubić się, tracić nerwy. Trzeba czerpać przyjemność z małych kroków, z życia codziennego.

Somethings

Jesteś kostiumografką i masz własną firmę, robisz biżuterię i tworzysz butik Somethings. Opowiedz o tym.

Somethings stworzyłyśmy razem z Liką, moją przyjaciółką z Gruzji i Ewą. Dziś prowadzimy je tylko z Liką. Wszystkie miałyśmy okres w życiu, w którym byłyśmy zmęczone biegiem, pracą i chciałyśmy mieć coś swojego. Pojawiło się miejsce na Mokotowie w super lokalizacji, na Dąbrowskiego, obok Relaksu. Chciałam wtedy zrobić sobie po 6 latach pracy na planach przerwę od kostiumografii.

Chciałyśmy stworzyć miejsce pełne ładnych rzeczy, tworzyć biżuterię. Nazwa przyszła sama. Lika tego samego dnia narysowała logo, same zrobiłyśmy remont. Rano wychodzę z psem, biorę kawę i cynamonkę w zaprzyjaźnionej kawiarni, porozmawiam z ludźmi, ktoś wpada do Somethings. Przyjeżdża Lika. Ja pędzę na zdjęcia, bo wróciłam do kostiumografii. Jestem otoczona ludźmi, co bardzo lubię. Somethings miało być miejscem spotkań, integracji i tak się stało. Organizujemy garażówki, a w czasie pandemii zaglądali do nas ludzie – tak po prostu pogadać, niektórzy o samotności, problemach, podzielić się historiami.

Idziemy małymi krokami, jesteśmy w tym ‘slow’. Czasem nie warto się spieszyć. Można przekalkulować, zgubić się, tracić nerwy. Trzeba czerpać przyjemność z małych kroków, z życia codziennego.

Somethings dało mi oddech, ale wróciłam do kostiumografii, bo to też kocham. Przekonała mnie moja szefowa Kasia. Wróciłam i nie żałuję. Mam w kostiumach przewspaniałą ekipę: Kasię, Anię i Asię. Czuję od nich maksymalne wsparcie, wiedzą, że mam firmę i syna, i zawsze potrafią to tak wymyślić, żebym dała radę.

Jakie projekty robiłyście razem?

Ostatnio skończyliśmy serial ‘Receptura’. Wcześniej robiłyśmy razem ‘Usta, Usta’. Z Kasią pracuję 2 lata. Super się z nimi czuję. Cokolwiek wymyślisz, to zawsze słyszysz: ‘uda ci się’. Podobnie mamy z Liką. Tacy ludzie przychodzą, pojawiają się w życiu i nie można ich wypuścić. Trzeba o nich dbać. Doceniać.

Banner Image

Laptop musi gonić za moimi marzeniami. Lubię wszystko robić sama. Zdjęcia, strona internetowa... Teraz chcę się zabrać za grafikę komputerową. Lenovo Nano ThinkPad mimo małych rozmiarów jest w stanie wytrzymać taką presję.

Technologia i spontaniczność?

Jak dziś wygląda Twoja praca?

Dzielę ją między pracę w Somethings, kostiumografię i bycie mamą. To wymaga dobrej organizacji pracy, wsparcia innych osób, ale też dobrego sprzętu. Dobrego aparatu, lekkiego sprzętu, który mogę wziąć ze sobą. Jeśli chodzi o laptopa, to dla mnie liczy się mobilność – musi być lekki tak jak Lenovo Nano ThinkPad X1, który jest supermocnym laptopem, a waży mniej niż kilogram, w co aż trudno uwierzyć. Do tego jest malutki, ma 13 cali, a obudowa jest mega wytrzymała.

Dla mnie liczy się też wydajność, bo wszystko robimy same: od remontów, po projektowanie logo, ręcznie tworzymy biżuterię, ale też same organizujemy sesje zdjęciowe Somethings czy stawiamy stronę internetową naszego butiku. Sprzęt też musi być wszechstronny, pociągnąć programy graficzne, edycję zdjęć czy video. Procesor Intel Core i7 11. generacji w Lenovo Nano gwarantuje wydajność i sprawia, że laptop jest bardzo szybki, a to się liczy, gdy masz dwie prace, dziecko i psa.

Jestem dumna z naszej strony, a właściwie z tego, że zrobiłyśmy ją w dużej mierze same… Po jej wykonaniu stwierdziłam, że czas na kurs graficzny. Jestem po ASP, ale chcę nauczyć się projektowania graficznego, żeby być niezależna i móc zrobić więcej rzeczy bez oglądania się na innych. Ciągle przychodzą mi do głowy nowe pomysły i chcę móc je zrealizować. Tak samo jest z fotografią – to kolejna rzecz na liście. No i praca w Lightroomie i obrabianie zdjęć.

Banner Image

Dojechałyśmy po kilkunastu godzinach do Normandii i już wiedziałam, czego chcę. Zacząć surfować. 3 dni nie wychodziłam z wody, obiłam się, przecięłam policzek.


Nie można zapominać o sobie

Jak dbasz o siebie?

Uprawiam sport. Przez 6 lat tańczyłam gruziński taniec (balet narodowy), potem grałam w tenisa. Kocham pływanie, rower. Lubię sporty ekstremalne i cieszę się, że mogę robić dziś pewne rzeczy z synem – on już jest w takim wieku, że możemy się dzielić naszymi pasjami.  To daje powera. Nie możesz tego robić, jeśli się boisz. Jeśli boisz się żyć. Sport potrafi oderwać, złapać dystans.

Ostatnio byłam długo na wakacjach, najdłuższych, jakie pamiętam. Gdy wyjechałam na tydzień do Paryża, następnego dnia zamieniłam bilet i zostałam na 3 tygodnie. Wróciłam do Polski i stwierdziłam, że potrzebuję jeszcze jednego tygodnia, że to nie wszystko. Tak czułam. Wsiadłam do samochodu z siostrą i pojechałyśmy zwiedzić Francję. To był spontan. Ostatni czas był dla mnie pełen biegu, pracy, trochę się pogubiłam, potrzebowałam się zatrzymać, zostać ze sobą sama, pomyśleć, czego ja chcę, czego ja pragnę, bo w tym pędzie czasem się zapomina o sobie. Dojechałyśmy po kilkunastu godzinach do Normandii i już wiedziałam, czego chcę. Przejechać kolejne 760 km, żeby zacząć surfować (śmiech). Dojechaliśmy do Biarritz. 3 dni nie wychodziłam z wody, obiłam się, przecięłam policzek. Wiedziałam w tym momencie, że to jest to, czego potrzebuję najbardziej. Ja uwielbiam marzyć. Później próbuję te marzenia urzeczywistnić.

Cały czas jestem otoczona ludźmi, ale mam też swoje rytuały. Biorę mojego ukochanego psa i idę z nią do lasu na 4-5 godzin. Potrzebuję czasem wyciszenia. Tego też nauczyła mnie Polska, żeby trochę zwolnić. Czasem slow down. Uwielbiam to robić.

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook