Niezależni filmowcy kreują narrację o aborcji. Polecamy najlepsze nowe filmy pro-choice

Filmy, które w jakimś stopniu podejmują temat aborcji, nie są niczym nowym, lecz w ostatnim czasie mogliśmy zaobserwować większe zainteresowanie młodych filmowców tym tematem. Kilka filmów o aborcji z ostatnich lat trafiło do szerokiego grona odbiorców i zdobyło nagrody na prestiżowych festiwalach filmowych.
.get_the_title().

Multum emocji i problemów, z jakimi zetknąć może się młoda kobieta w związku z niepożądaną ciążą i jej ewentualnym usunięciem, był do niedawna rzadko podejmowanym tematem nawet w kinie niezależnym. Zdaje się jednak, że powoli aborcja i związane z nią kwestie przestają być swego rodzaju tematem tabu – w ostatnich latach powstało kilka popularnych i uznanych filmów, które mówią o aborcji w sposób wrażliwy i zniuansowany, pokazując zmagania kobiet oraz analizując różne poglądy na sprawę. Być może jest to związane z chęcią nowego i bardziej progresywnego pokolenia filmowców do wyrażenia swoich nastrojów i odczuć w związku ze wciąż konserwatywną administracją w wielu amerykańskich stanach. A może jest to po prostu chęć do rzucenia większego światła na sytuację wszystkim mniej lub bardziej znajomą, lecz pozostającą w cieniu przez wiele lat. W końcu jedyny znany obraz z ostatniego czasu, który przychodzi do głowy, to „Juno”, komedia romantyczna pełna dziwacznych postaci, która nie tyle dotyczy aborcji, ile adopcji. Przez to ciężko też określić, czy jest to film pro-life, czy pro-choice. Juno dokonuje świadomego wyboru, żeby donieść ciążę, ale nie ze względu na jej wiarę w np. święte prawa płodu.

Pojawiają się też, rzecz jasna, filmy pro-life, z których najbardziej znanym zdaje się być „Nieplanowane”. Nowe filmy pro-choice, które zaraz omówimy, mocno stają do niego w kontrze. „Nieplanowane” nie odbywa się bowiem w naszym świecie, lecz zamknięte jest w ramach współczesnej prawicowej mitologii, gdzie fakty są wymyślane na potrzeby wpływania na emocje odbiorcy.

Nowe filmy pro-choice podejmują natomiast prawdziwe problemy, w obliczu których stają młode kobiety – aborcja często jest racjonalnym i świadomym wyborem, który wynika z sytuacji ekonomicznej, życiowej lub psychologicznej.

To też filmy skupione na indywidualnych doświadczeniach kobiet i nie są częścią bieżącej potyczki politycznej.

„Babka” i „Półsłodki ciężar”

Kadr z filmu “Półsłodki ciężar”. Źródło: Indiewire

„Babka” z 2015 roku oraz „Półsłodki ciężar” z 2014 roku to pierwsze filmy, które zaczęły tworzyć w amerykańskim kinie współczesną narrację oswajającą aborcję. Ten drugi opowiada historię młodej, zagubionej w życiu stand-uperki, która przypadkiem zachodzi w ciążę z poznanym w barze mężczyzną. Decyzja o aborcji jest dla niej oczywista – nie planowała zakładać rodziny, właściwie nie zna ojca (przynajmniej na początku) i nie interesuje jej nagła zmiana życia. „Babka” natomiast bardziej skupiona jest na tytułowej, granej przez Lily Tomlin postaci, która pomagając wnuczce zdobyć pieniądze na aborcję, odwiedza dawnych znajomych i rozdrapuje stare rany. W obu tych komediach niechciana ciąża jest głównie wykorzystywana jako przyczyna, która pcha rozwój akcji do przodu, ale, co ważne, jest też współdzielonym międzypokoleniowo doświadczeniem kobiet. W obu tych filmach są sceny, w których starsza osoba w rodzinie (w „Babce” babka, w „Półsłodkim ciężarze” matka) dzielą się tajemnicą o swojej własnej aborcji. Obie te aborcje dokonane zostały w złych warunkach i po kryjomu, pozostając dla starszych kobiet tematem tabu i sekretem.

Wskazuje to na niezmienną aktualność zarówno tematu, jak i procedury, która odbywa się niezależnie od tego, czy jest legalna.

„Babka” i „Półsłodki ciężar” oswajają więc swoim podejściem z tematem aborcji, pokazując ją jako pewien racjonalny wybór, który należy podjąć w niedogodnej sytuacji, lecz bynajmniej nie wyczerpują tematu. Aborcja nie jest wszakże tylko wygodnym wyborem, lecz też wynikiem bardziej złożonej sytuacji.

„Nigdy, rzadko, czasami, zawsze”

Nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem w Berlinie dramat Elizy Hittman jest zapewne najważniejszym omawianym w tym tekście filmem. Nie tylko ze względu na wybitną, surową realizację, ale przede wszystkim ze względu na skupienie się na klasie niższej, która na zakazie aborcji lub na jej niedofinansowaniu przez państwo najbardziej cierpi. W filmie obserwujemy historię Autumn (Sidney Flanigan), która z problemem niechcianej ciąży zostaje niemal zupełnie sama – pomaga jej tylko kuzynka Skylar (Talia Ryder). Ojca, co znamiennie, nie poznajemy nigdy. Aborcja jest dla niej od samego początku oczywistością, choć na tym etapie filmu widz jeszcze nie jest pewien, dlaczego. Z racji, że bez zgody rodziców (bohaterka ma siedemnaście lat) nie może dokonać aborcji w stanie Pensylwania, próbuje wymusić poronienie tabletkami i bijąc się w brzuch. Ostatecznie, dzięki skradzionym pieniądzom, wyrusza wraz z kuzynką w długą podróż do Nowego Jorku, do kliniki Planned Parenthood.

Obraz, który kreuje Hittman, jest przede wszystkim obrazem ofiar – nie tyle systemu, ile patriarchalnego społeczeństwa.

Powód aborcji Autumn do końca pozostaje niewysłowiony, lecz widz, na podstawie kilku czytanych między wierszami scen, rozumie, że na dziewczynie ciąży olbrzymia presja ze strony jej partnera i jego seksualnego pociągu. W scenie wywiadu psycholożki, w której Autumn może odpowiadać tylko poprzez słowa „nigdy”, „rzadko”, „czasami” i „zawsze”, wychodzi obraz jej związku, w którym nie może liczyć na zrozumienie oraz wsparcie i w którym jest jedynie instrumentem realizującym potrzeby mężczyzny. Ten element jest wzmocniony przez postać spotkanego w autobusie Jaspera, który w zamian za pomoc finansową prosi tylko o jedno. Dzięki naturalnej kreacji Flanigan i surowej reżyserii Hittman świat, który widzimy, jest niezwykle autentyczny i szczery, a przez to przekonujący i zostawiający widza z poczuciem beznadziei i smutku.

Kadr z “Nigdy, rzadko, czasami, zawsze”. Źródło: Empire

„Niedosyt”

Aborcja w „Niedosycie” Carla Mirabelli-Davisa nie jest wpierw na pierwszym planie. Początkowo zostajemy wrzuceni w swego rodzaju psychologiczny body-horror o ciężarnej kobiecie połykającej niejadalne przedmioty. Hunter (Haley Bennett) pochodzi z trudnego domu, lecz znajduje bardzo bogatego i przystojnego męża. Jej życie gospodyni domowej ogranicza się do bezcelowego siedzenia, bycia ozdobą i czekania aż mąż wróci z pracy.

(Uwaga! W poniższym akapicie są spoilery)

Dopiero po kilku sesjach terapeutycznych w drugim akcie filmu poznajemy podstawy jej destrukcyjnego zachowania – kobieta pochodzi z ciąży z gwałtu. Wpływa to na jej psychikę i na jej poczucie własnej wartości. Podświadomie uważa, że nie powinna była nigdy istnieć, że jej życie jest inherentnie bezcelowe i przypadkowe. Dlatego początkowo godzi się na bierną rolę inkubatora dla bogatego i przystojnego Richiego (Austin Stowell). Jej późniejsza decyzja o aborcji jest więc jej symbolicznym przyjęciem kontroli nad własnym ciałem i życiem, jest uznaniem swojej kobiecej autonomii – wyrwaniem się z więzienia tradycyjnej roli płciowej i podjęciem własnego wyboru, nawet jeśli traci na tym wszystko.

„Święta Frances”

„Święta Frances” to kontynuacja optyki znanej z „Półsłodkiego ciężaru”, lecz w tonie znacznie bardziej emocjonalnym. Tutaj też młoda, zagubiona życiowo kobieta, Bridget (Kelly O’Sullivan), podejmuje oczywistą dla niej decyzję, którą widzi jako prostą procedurę medyczną. Centralnym elementem fabuły jest jednak jej związek z sześcioletnią Frances, której jest pełnoetatową opiekunką. Relacja z dziewczynką, mimo że nie ma wpływu na jej opinię o decyzji, którą podjęła wcześniej, jest dla Bridget swego rodzaju symulacją rodzicielstwa. Zżywa się silnie z dzieckiem i jej matkami. Przez pozytywny obraz macierzyństwa, w którego centrum jest tylko pozornie niegotowa na to kobieta, widz otrzymuje pełny obraz tego, co mogło być.

Twórcy chcieli ukazać całość skomplikowanych emocji związanych z aborcją i rodzicielstwem, ale też, że poczucie winy lub żal nie muszą być tego częścią.

Bridget mówi nawet w pewnym momencie filmu, że nie ma obowiązku czuć czegokolwiek w związku z zabiegiem. Nawet jeśli byłaby dobrą matką, nie znaczy to, że musi nią być.

Zdjęcie główne: IFC Films
Tekst: Miron Kądziela

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook