Za co kochamy Quentina Tarantino

W minioną środę swoje 56 urodziny obchodził Quentin Tarantino, krwawy wujek współczesnego kina, twórca takich klasyków jak „Pulp Fiction” czy „Bekarty Wojny”.
.get_the_title().

Niedawno cały świat obiegły plakaty jego najnowszego filmu „Once Upon a Time in Hollywood”, a zaraz po nich 1,5-minutowy teaser. Nic dziwnego, że wszystkie największe portale huczały tak głośno, bo zarówno tematyka (historia zabójstwa Sharon Tate), obsada, jak i samo nazwisko reżysera wzbudzają wiele emocji. Tarantino do grzecznych synków Hollywoodu nie należy, więc wiadomo tylko, że nic nie wiadomo. Możemy spodziewać się właściwie wszystkiego, od krwawej jatki po nieoczekiwany, niezgodny z historią zwrot akcji, ale za to właśnie Quentina po prostu nie da się nie kochać. Co jeszcze jest w kinie Tarantino takiego, że nie przejdziemy obok kolejnych produkcji obojętnie? Przedstawiamy 5 powodów, dlaczego nigdy nie chcielibyśmy składać tego namiotu.

1. Dialogi

Filmy Tarantino należą do najlepiej napisanych. Niektórzy mogliby stwierdzić, że są przegadane, ale poczynając od „Pulp Ficion” na „Nienawistnej ósemce” kończąc – to działa.

Dialogi są błyskotliwe i budują suspens, szczególnie w długich sekwencjach, nie wspominając już o tym, ile filmowych tekstów weszło na stałe do języka potocznego.

Reżyser zręcznie posługuje się podtekstem, bardzo powoli odkrywając karty i dając tym samym widzom duże pole do popisu jeśli chodzi o interpretację. Tarantino potrafi świetnie przedstawić bohaterów, a potem konsekwentnie pogłębiać studium postaci. Sam reżyser przyznaje, że pisanie dialogów przychodzi mu z łatwością i pozwala swoim bohaterom po prostu ze sobą rozmawiać. Jeśli więc jest coś takiego jak dar od Boga, to jego obdarzył właśnie łatwością pisania soczystych kwestii.

2. Wieczna niepewność

Dla Tarantino i jego filmów nie ma rzeczy niemożliwych. Potrafi zrobić z niewolnika czarnoskórego kowboja, a nawet zabić Hitlera – nigdy nie możemy być pewni, co się wydarzy.

Podobnie jest z jego najnowszym filmem. Czy reżyser będzie trzymał się historycznej prawdy, czy może sam wymierzy sprawiedliwość tak jak mu się podoba? Na ekranie pojawia się Bruce Lee w kwiecie wieku, wiec sami rozumiecie – wszystko się może zdarzyć.

3. Kultowe sceny

Zaczynając od gangsterskich opowieści jak „Wściekle Psy”, a potem „Pulp Ficion”, reżyser wytyczył kierunek kina lat 90., włączając w to pastisz czy kicz. Dziś możemy mówić o charakterystycznych elementach kina Tarantino. Może się tym poszczycić stosunkowo niewielu reżyserów.

Scena tańca z „Pulp Fiction” czy dialog otwierający “Wściekłe Psy” są dziś częścią szeroko pojętej popkultury. Z kolei podejście Tarantino do przemocy, którą łączy z komizmem, zmusza widza do zmiany klasycznych strategii percepcyjnych.

Reżyser zawsze zresztą podkreśla, że swoje filmy robi dla publiczności, dla jej rozrywki.

4. Kreacje aktorskie

Kto inny zrobiłby z Umy Thurman śmiercionośnego samuraja albo kazał tańczyć twista Travolcie? Nie wspominając już o takich asach jak kreacja Samuela L. Jacksona jako Julesa Winnfielda czy Brad Pitt i jego porucznik – szczękościsk Aldo Raine. Takich postaci nie da się zapomnieć. Zresztą w najnowszym filmie szykuje się śmietanka śmietanek, czyli Pitt, DiCaprio i Robbie na jednym ekranie.

5. Miłość do kina

W filmach Tarantino widać też jego ogromną miłość do kina. Przetwarzanie filmowych motywów i wykorzystywanie poetyki takich gatunków jak spaghetti western czy kino blaxploitation to jedne z jego znaków rozpoznawczych.

Tarantino, który zanim zaczął być reżyserem pracował w wypożyczalni wideo, całe życie żywił się filmowymi klasykami i widać to na przestrzeni całej jego twórczości.

Miłość ta przejawia się także w soundtrackach do swoich filmów, bo reżyser samodzielnie wybiera muzykę.

No i powiedzcie, jak tu go nie kochać?!

Tekst: Justyna Cholewińska

TU I TERAZ