Zagłodzić świat – jak Putin chce wywołać globalny kryzys żywieniowy i migracyjny?

Plany Putina wykraczają daleko poza Ukrainę. Dyktator chce wywołać globalny kryzys żywnościowy i europejski kryzys migracyjny, aby skłonić Zachód do ustępstw.

Wygląda na to, że rosyjska gospodarka doświadczy głębokiej recesji po inwazji na Ukrainę – rosyjska inflacja zbliża się do 20 proc. Jednakże zarazem zwiększone wydatki na obronę i pomoc uchodźcom mogą ograniczyć negatywny wpływ konfliktu na PKB Europy Zachodniej, ale przyczynią się do zwiększonego zużycia zasobów i wzrostu inflacji. Jasne jest, że wojna w Ukrainie będzie miała znaczący wpływ na światową gospodarkę.

Głównymi skutkami konfliktu będą prawdopodobnie wyższe ceny energii oraz słabsze zaufanie do gospodarki i rynków finansowych.

Istotny wpływ będą miały również silne sankcje międzynarodowe nałożone na Rosję, w wyniku czego prawdopodobnie spadnie ogólny globalny PKB – o 1 proc.

Oczekuje się również, że wojna zmniejszy ukraińską gospodarkę o ponad 30 proc. Jest też obawa związana z emigracją – wielu uchodźców zapewne nie powróci do kraju po wojnie, co osłabi kraj. Europa nadal będzie regionem najbardziej dotkniętym, biorąc pod uwagę powiązania handlowe oraz zależność od dostaw energii i żywności, jednak ogólny wpływ na PKB Rosji nie zostanie całkowicie złagodzony przez wyższe przychody tego kraju z eksportu energii na inne rynki.

Ogromna liczba migrantów, którzy opuścili kraj, będzie w krótkim okresie wielkim wyzwaniem dla gospodarek na wschodzie Europy.

Putin chce wywołać kryzys w Europie

Koszty wojny będą dotkliwie odczuwalne w Europie. Wynika to częściowo z tego, że konflikt stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa w sąsiedztwie Ukrainy. Kraje europejskie będą musiały zwiększyć wydatki publiczne, aby wesprzeć napływ uchodźców z Ukrainy, a także mocno zainwestować w swoje siły zbrojne, aby złagodzić obawy związane z bezpieczeństwem.

Ponadto Rosja i Ukraina są ważnymi dostawcami niektórych surowców, w tym tytanu, palladu, pszenicy i kukurydzy. Rosną obawy związane z problemami w łańcuchu dostaw, w tym producentów samochodów, smartfonów i samolotów. W dalszym ciągu należy oczekiwać wyższych cen surowców ze względu na zakłócenia w eksporcie żywności i innych towarów z Ukrainy oraz sankcje nałożone na eksport z Rosji. Wojna doprowadziła już do 30-procentowego wzrostu cen ropy, 90-procentowego wzrostu europejskich cen gazu i 17-procentowego wzrostu cen żywności.

Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców szacuje, że od początku wojny z Ukrainy uciekło około sześciu milionów ludzi. W krótszej perspektywie prawdopodobnie nastąpi znaczna dalsza migracja z Ukrainy do Europy Zachodniej, z Polską wśród najważniejszych odbiorców w pierwszej kolejności. W zależności od tego, jakie kontrole graniczne zostaną wprowadzone na Ukrainie, jak długo potrwa konflikt i jak po wojnie ustabilizuje się gospodarka, prawdopodobna wydaje się emigracja na dużą skalę. Będzie to stanowić poważne wyzwanie, głównie dla Europy Zachodniej, w zakresie finansów publicznych, a także znalezienia domu, zapewnienia pracy i miejsc w szkołach oraz promowania integracji. W krótkim okresie pojawią się koszty. Nie jest łatwo je oszacować, ale w Unii Europejskiej uchodźcy mogą kosztować od 8 tys. do 10 tys. euro na osobę w pierwszym roku pod względem mieszkania i wsparcia. Jednak wszystkie badania pokazują, że w drugim, trzecim, czwartym roku – zwłaszcza jeśli uchodźcy wchodzą na rynek pracy i jeśli w pierwszym roku również otrzymali wsparcie i pomoc w znalezieniu pracy, nauki języka — stają się korzystni dla gospodarki. Wielu ekonomistów twierdzi, że ci uchodźcy są wielką szansą dla wielu krajów europejskich, ponieważ pojawiają się w momencie, w którym występują znaczne niedobory pracowników. Właściwa polityka może dopasować niektórych uchodźców do tych miejsc pracy i zamienić krótkoterminowe koszty w zwrot dla gospodarki przyjmującej.

Konflikt ma również doprowadzić do wzrostu wydatków na obronność. Spowoduje to spore problemy fiskalne. Na przykład kraje będące zarówno w NATO, jak i w UE, które są szczególnie narażone na kryzys, takie jak Niemcy, zwiększyły już wydatki wojskowe do 2 proc. PKB. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wydatki na obronność w NATO wzrosną w ciągu najbliższych kilku lat, szczególnie w Europie Zachodniej, gdzie większość krajów nie osiąga natowskiego celu wydatków na poziomie 2 proc. PKB, przy średniej wynoszącej 1,6 proc. Istnieje również szansa, że członkostwo w NATO wzrośnie, ponieważ niedawno, po długich okresach neutralności wojskowej, ubiegała się o nie zarówno Finlandia, jak i Szwecja.

Zdjęcie: PAP

Europejskie embargo na ropę doprowadziło do wzrostu cen, ale Rosja znalazła nowych kupców – Indie i Chiny.

Wojna z ropą w tle

Rosja jest jednym z największych światowych producentów ropy i eksporterów energii. Jednakże obecne sankcje doprowadziły do eskalacji cen energii. Już zaobserwowaliśmy wzrost ceny ropy do ponad 130 dol. za baryłkę (to najwięcej od 2014 roku). Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i niektórzy inni kluczowi nabywcy zakazali importu rosyjskiej ropy wkrótce po inwazji. Ponadto Unia Europejska finalizuje kolejną rundę sankcji, w tym zakaz zakupu rosyjskiej ropy. Wiele europejskich rafinerii już przestało kupować od Rosji z obawy przed naruszeniem sankcji lub wywołaniem negatywnego rozgłosu.

Natomiast Chiny korzystają na sytuacji, zwiększając zakupy ropy z Rosji po okazyjnych cenach i tym samym wypełniając próżnię pozostawioną przez zachodnich kupców wycofujących się z interesów z Rosją. Posunięcie największego światowego importera ropy nastąpiło miesiąc po tym, jak początkowo ograniczył dostawy rosyjskie, z obawy, że jawnie popiera Moskwę i potencjalnie naraża na sankcje jej państwowych gigantów naftowych.

Według szacunków Vortexa Analytics import rosyjskiej ropy drogą morską do Chin wzrósł do niemal rekordowego poziomu 1,1 mln baryłek dziennie w maju, z 750 tys. baryłek dziennie w pierwszym kwartale 2022 roku i 800 tys. baryłek dziennie w 2021 roku. Niska cena rosyjskiej ropy – dyferencjały są o około 29 dol. mniejsze za baryłkę w porównaniu z ceną przed inwazją – jest błogosławieństwem dla chińskich rafinerii, ponieważ stoją one w obliczu kurczących się marż w spowolnionej gospodarce. Cena jest znacznie poniżej tej, którą chcą sprzedawcy z Bliskiego Wschodu, Afryki, Europy i Stanów Zjednoczonych. Z kolei w przypadku Rosji sprzedaż ropy pomaga złagodzić cios w gospodarkę, który zadały sankcje – poprzez wzrost cen na światowym rynku, które wywołało zachodnie embargo, Rosjanie mogą sprzedawać ropę po bardzo okazyjnych cenach, a i tak wychodzić na spory plus.

Photo by Grant Durr on Unsplash

Rosja i Ukraina to spichlerze Europy, które teraz zamknęły swoje wrota.

Putin chce zagłodzić świat

Eksport pszenicy z Rosji i Ukrainy stanowi około 1/4 globalnego eksportu. Istnieje również znaczny eksport kukurydzy i innych zbóż gruboziarnistych, przy czym Ukraina i Rosja stanowią prawie 1/5 światowego eksportu. Około 80 proc. światowego eksportu oleju słonecznikowego pochodzi z Ukrainy i Rosji. W 2021 roku produkty rolne stanowiły 41 proc. całkowitego eksportu Ukrainy. Sankcje i zakłócenia w dostawach mogą prowadzić do wyższych cen pszenicy i innych zbóż, zwiększając i tak już silną presję inflacyjną w gospodarce światowej. Mogą również wystąpić niekorzystne konsekwencje polityczne w niektórych gospodarkach wschodzących, takich jak Egipt czy Bangladesz, które opierają się na importowanym zbożu i gdzie żywność stanowi wysoki udział wydatków gospodarstw domowych. Dostawy produktów rolnych z Ukrainy, która znana jest jako spichlerz świata, utknęły w rozdartym wojną kraju, ponieważ port w Odessie i sąsiednie porty zostały zablokowane przez rosyjską flotę.

David Beasley, szef Światowego Programu Żywnościowego Organizacji Narodów Zjednoczonych, błaga prezydenta Rosji Władimira Putina o ponowne otwarcie ukraińskich portów Morza Czarnego. – Miliony ludzi na całym świecie umrą, ponieważ te porty są blokowane – powiedział Beasley, po czym zwrócił się bezpośrednio do Putina. – Jeśli masz serce do reszty świata, niezależnie od tego, co myślisz o Ukrainie, musisz otworzyć te porty. Beasley ostrzegł, że porty muszą zacząć działać w ciągu najbliższych 60 dni, w przeciwnym razie ukraińska gospodarka skupiona na rolnictwie ulegnie implozji. – Jeśli ten problem z portami nie zostanie rozwiązany, ukraińska gospodarka całkowicie się załamie.

Odblokowanie portów nie będzie łatwe. Nie tylko są strzeżone przez miny i pancerniki, ale ukraińskie wojsko obawia się również, że ich ponowne otwarcie pozwoli Rosji zaatakować Ukrainę przez jej porty. Beasley wezwał do ‘zrozumienia’ w społeczności międzynarodowej, że zrobią to, ‘co jest konieczne, aby chronić porty przed inwazją’. Ograniczenie podaży w sytuacji szalejącej inflacji jest Putinowi na rękę, bo wywołuje coraz potężniejszy i drastyczny nacisk na sojuszników Ukrainy i przekonuje głodujących ludzi do ustępstw za wszelką cenę, żeby tylko zakończyć ten konflikt jak najszybciej.

Photo by Thom Frijns on Unsplash

Image

David Beasley

Szef WFP przy ONZ

Światowi przywódcy muszą wywierać presję na Rosję w taki sposób, abyśmy mogli zachować absolutną neutralność w zakresie przemieszczania dostaw do i z Odessy.

Najbardziej narażone są biedniejsze kraje Afryki.

Kryzys w Afryce

Wojna w Ukrainie pogłębia kryzys żywnościowy w wielu krajach Afryki i Bliskiego Wschodu. Chociaż pomoc humanitarna jest kluczem do rozwiązania tego kryzysu, próby poprawy bezpieczeństwa żywnościowego są również potrzebne, aby zapobiec konfliktom społecznym i nowym wojnom.

Po latach spadku głód na całym świecie znów rośnie. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) świat znajduje się w krytycznej fazie z wielu powodów: w wielu miejscach gwałtowne konflikty uniemożliwiają uprawę i zbiory, przetwarzanie i transport oraz dostarczanie i sprzedaż żywności. Do tego dochodzą coraz bardziej dramatyczne konsekwencje zmian klimatycznych – wyższe temperatury, zmieniające się wzorce opadów i częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak susze i powodzie, sprawiają, że sytuacja żywnościowa staje się jeszcze bardziej niepewna. Wiele krajów rozwijających się jest w dużym stopniu uzależnionych od rosyjskiej i ukraińskiej pszenicy. Według FAO ograniczenia eksportowe mogą podnieść ceny żywności i pasz na rynku światowym nawet o 22 proc.

45 najsłabiej rozwiniętych krajów świata importuje co najmniej 1/3 swojej pszenicy z Ukrainy lub Rosji, a 18 spośród nich importuje ponad 50 proc. Należą do nich Egipt, Demokratyczna Republika Konga, Libia, Somalia, Sudan i Jemen. Są to kraje, które są uzależnione od pomocy humanitarnej i dostaw żywności, ponieważ miliony ludzi cierpią obecnie z powodu ogromnego głodu.

W Tunezji, która kupuje prawie 40 proc. swojej pszenicy z Ukrainy, ceny tego zboża gwałtownie rosną. Prezydent afrykańskiego kraju obwinia za tę sytuację wojnę w Ukrainie i towarzyszące jej spekulacje żywnościowe. Ponieważ zadłużenie Tunezji rośnie coraz bardziej, tamtejszy rząd zwrócił się o pomoc finansową do Międzynarodowego Funduszu Walutowego jeszcze przed wybuchem wojny.

Liban, który pozyskuje 75 proc. swojej pszenicy z Rosji i Ukrainy, desperacko poszukuje innych eksporterów pszenicy, ale jak dotąd bezskutecznie. Rząd zwrócił się do społeczności międzynarodowej z apelem o pomoc. Obecnie istnieją obawy przed racjonowaniem i gwałtownymi wzrostami cen, które uderzą w już i tak mocno dotkniętą populację.

Burkina Faso i Mali, które kupują z Rosji odpowiednio ponad 30 proc. i 25 proc. pszenicy, również odczuwają skutki wojny. Ze względu na spadający import i rosnące ceny sytuacja w tych krajach będzie się jeszcze pogarszać.

Etiopia importuje około 40 proc. swojej pszenicy z Rosji i Ukrainy, Kenia 30 proc., a Somalia aż ponad 90 proc. W 2022 roku nawet 20 mln ludzi w tym regionie świata będzie zagrożonych głodem, ostrzega FAO. Wiąże się to ze zmianami klimatu i częstszymi ekstremalnymi warunkami pogodowymi, takimi jak susze, roje szarańczy i niszczenie pastwisk, załamaniem gospodarczym w wyniku pandemii oraz rządem rosyjskim.

Zdjęcie: Seth Doyle/Unsplash

Co dalej?

Żądania Władimira Putina w ostatnich tygodniach wykroczyły poza Ukrainę. Należy się spodziewać, że wykorzysta on każde zwycięstwo militarne, aby wywrzeć nacisk na NATO w sprawie ustępstw w innych częściach Europy Wschodniej, z wyraźną groźbą, że jeśli nie uzyska tego, czego chce, możliwa jest dalsza agresja. Sugeruje to, że świat prawdopodobnie czeka teraz długi okres wysokiego napięcia.

Wojna stanowi wyzwanie dla światowej gospodarki. Jednocześnie zaszkodzi wzrostowi i przyczyni się do inflacji. W krótkim okresie wyższe stopy procentowe nie mogą stłumić rosnących cen wynikających z wojny i są w stanie pogłębić spadek zaufania. W dłuższej perspektywie niższy popyt pomoże złagodzić skutki związane z wyższymi cenami.

Pierwsza wojna w Zatoce Perskiej przyczyniła się do recesji na początku lat 90., ale jej koniec pomógł w ożywieniu ekonomii.

Tak więc, w odpowiednich dla polityki horyzontach, stopy procentowe będą musiały wzrosnąć, aby utrzymać inflację pod kontrolą, ale być może nie na tyle, by wywołać recesję w działalności gospodarczej.

Zdjęcie główne: Reuters
Tekst: MK

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook