Dzięki raportowi Klubu Rzymskiego o antropogenicznych zmianach klimatu wiemy już od pół wieku. Dlaczego nic nie zrobiliśmy?

Raport Klubu Rzymskiego, który 50 lat temu przewidział fiasko gospodarki nastawionej na wzrost za wszelką cenę, zyskał teraz drugie życie. Mimo wielkiej krytyki ze strony establishmentu ekonomicznego i korporacji okazał się on ostatecznie prawdziwy, a symulacje w nim przeprowadzone stały się rzeczywistością. Czy w końcu weźmiemy się do pracy, czy potrzeba będzie kolejnego pół wieku przekonywania?

Klub Rzymski to organizacja non-profit powstała w 1968 roku. Zrzesza ona intelektualistów, akademików oraz biznesmenów – posiada wyselekcjonowaną grupę członków, składającą się m.in. z głów państw, urzędników ONZ, przodujących naukowców, polityków czy przedsiębiorców. Klub Rzymski teoretycznie zajmuje się prowadzeniem debaty nad istotnymi globalnymi tematami – i tak jest w rzeczywistości. W praktyce jednak stał się organizacją kojarzoną z działalnością ekologiczną. Wszystko za sprawą opublikowanej w 1972 roku pracy Granice wzrostu (ang. The Limits to Growth, LTG), która stała się podwaliną dla ówczesnych i późniejszych ruchów polityczno-społecznych, mających na celu powstrzymanie antropogenicznych zmian klimatu.

W pracy Granice wzrostu omówiono możliwość wykładniczego wzrostu gospodarczego i demograficznego przy ograniczonej podaży zasobów.

Wykorzystano do tego model komputerowy znano jako World3 – stworzono symulację konsekwencji interakcji między Ziemią a systemami ludzkimi. Model symulacji został oparty na pracy Jaya Forrestera z MIT. Badanie było finansowane m.in. przez Fundację Volkswagen – firma motoryzacyjna przeznaczyła aż 800 tys. dolarów na rozwój badań nad raportem, w tym na wykorzystanie tak zaawansowanej jak na tamte czasy technologii.

Volkswagen liczył zapewne na inny konsensus pracy – LtG wykazało bowiem, że bez znaczących zmian w zużyciu zasobów ‘najbardziej prawdopodobnym rezultatem będzie raczej nagły i niekontrolowany spadek zarówno liczby ludności, jak i potencjału przemysłowego’.

Praca jasno wskazywała, że wzrost gospodarczy i produkcyjny (w tym wzrost produkcji samochodów) będzie dla ludzkości jednoznacznie zgubny.

Mimo że metody i wyniki były kwestionowane na niezliczoną liczbę sposobów, LtG w formie książkowej sprzedało się w 30 mln egzemplarzy i zostało przetłumaczone na 30 języków. Raport wciąż wzbudza emocje. Autorami Granic wzrostu są Donella H. Meadows, Dennis L. Meadows, Jørgen Randers oraz William W. Behrens III, którzy przedstawili wyniki pracy 17 innych badaczy.

Świat ekonomii wywrócono do góry nogami.

Jakie są granice wzrostu?

W tym roku mija pięćdziesiąta rocznica jednego z najbardziej wpływowych, a zarazem kontrowersyjnych badań środowiskowych, jakie kiedykolwiek napisano. Raport Klubu Rzymskiego, Granice wzrostu, bardziej niż jakakolwiek inna praca stanowiła tak bezpośrednie wyzwanie dla podstawowych założeń kapitalistycznej neoklasycznej ekonomii wzrostu.

LtG wykorzystywało matematyczno-komputerowy model do przedstawienia dwunastu scenariuszy trendów wzrostu gospodarczego i ich konsekwencji środowiskowych. Raport skupił się na pięciu czynnikach wzrostu: populacji, produkcji żywności, uprzemysłowieniu, zanieczyszczeniu i zużyciu nieodnawialnych zasobów naturalnych. W tak zwanym scenariuszu ‘standard run’, podobnie jak w większości innych scenariuszy, przewidywanym rezultatem było ‘przekroczenie zdolności’ i załamanie trendów wzrostu w XXI wieku.

Niemniej jednak Granice wzrostu nie miały być w ścisłym znaczeniu badaniem predykcyjnym, lecz wskazywać miały na fundamentalne zagrożenia dla środowiska wynikające z dynamiki wzrostu współczesnych społeczeństw uprzemysłowionych. Podstawowym założeniem pracy była obserwacja, że parametry związane ze zużyciem zasobów przez ludzi cechują się wzrostem wykładniczym, a dostępne zasoby pozostają stałe. Przez co nieunikniona jest sytuacja, gdy wzrost gospodarczy przestanie być możliwy ze względu na brak zasobów.

Photo by Markus Spiske on Unsplash.

Można wyróżnić trzy kluczowe wnioski z LTG:

1. Jeśli obecne trendy wzrostu światowej populacji, uprzemysłowienia, zanieczyszczenia, produkcji żywności i wyczerpywania się zasobów pozostaną niezmienione, granice wzrostu na tej planecie zostaną osiągnięte w ciągu najbliższych stu lat.

Najbardziej prawdopodobnym skutkiem będzie raczej nagły i niekontrolowany spadek zarówno liczby ludności, jak i potencjału przemysłowego.

2. Możliwa jest zmiana tych trendów wzrostu i stworzenie warunków stabilności ekologicznej, które będą trwałe w dalekiej przyszłości. Stan globalnej równowagi mógłby być zaprojektowany tak, aby zaspokajać podstawowe potrzeby materialne każdego człowieka na ziemi i aby każdy miał równe szanse realizacji swojego indywidualnego potencjału ludzkiego.

3. Jeśli ludzie na świecie zdecydują się dążyć do punktu 2., a nie punktu 1., im szybciej zaczną pracować nad jego osiągnięciem, tym większe będą ich szanse na sukces.

Dwa główne scenariusze – scenariusz standardowy oraz scenariusz z pełnym wykorzystaniem technologii – wskazują na załamanie się wzrostu produkcji przemysłowej i wzrostu populacji w połowie XXI wieku. Późniejsze prace wykazały poprawność przewidywań w latach 1970-2000 – najdokładniejszy był scenariusz standardowy.

Fragment ze wstępu raportu Klubu Rzymskiego

Wnioski te są tak daleko idące i rodzą tak wiele pytań do dalszych badań, że szczerze jesteśmy przytłoczeni ogromem pracy, którą należy wykonać. Mamy nadzieję, że ta książka zainteresuje innych ludzi, na wielu kierunkach studiów i w wielu krajach świata, poszerzy horyzonty czasoprzestrzenne ich trosk oraz pomoże nam zrozumieć i przygotować się na okres wielkiej przemiany – przejście od wzrostu do globalnej równowagi.

Raport wywołał natychmiastowy negatywny odzew, niemal od razu po opublikowaniu.

Mainstream nie był zadowolony

Krytyka wobec LtG przyszła przede wszystkim od korporacji, z wiadomych przyczyn, oraz od zawodowych ekonomistów, których świat został wywrócony na głowie. W tamtych czasach, samo wspomnienie o jakimkolwiek globalnym ograniczeniu produkcji lub straszenie przed ubytkiem zasobów, spotykało się z olbrzymim sprzeciwem ze strony korporacji i mainstreamowych ekonomistów.

Choćby w New York Timesie, jeszcze w 1972 roku, pojawił się artykuł niejakiego Petera Passella i dwóch współautorów, który opisywał Granice wzrostu jako ‘puste i wprowadzające w błąd dzieło, najlepiej podsumowane jako ponowne odkrycie najstarszej maksymy informatyki: wsadzasz śmieci, to wyciągasz śmieci’. Passell miał na myśli to, że symulacja była na tyle uproszczona i źle zaprojektowana, że musiała dać złe wyniki. Jego zdaniem badacze przypisali zbyt niewielką wartość do roli postępu technologicznego w rozwiązywaniu problemów surowcowych i zanieczyszczenia.

Pojawiła się też krytyka ze strony środowiska akademickiego. W 1973 roku grupa badaczy z Science Policy Research Unit na Uniwersytecie Sussex doszła do wniosku, że założenia w Granicach wzrostu były nadmiernie pesymistyczne, a metodologia MIT była po prostu błędna. Zespół LtG zwrócił jednak uwagę, że krytycy nie zaproponowali żadnego alternatywnego modelu interakcji procesów wzrostu z dostępnością zasobów.

Generalnie ówcześni ekonomiści byli przesadnie spokojni o możliwe skutki kapitalistycznego modelu nastawionego na wzrost. Twierdzili, że trwający wzrost gospodarczy może rzeczywiście spowolnić wzrost populacji, ale zarazem przyspieszyć postęp technologiczny. Wówczas powstawałyby nowe towary, zaspokajające wszelkie potrzeby, lecz bez negatywnych konsekwencji środowiskowych związanych z rozrastającą się konsumpcją. Główną krytyką z ich strony było więc obalanie całego sposobu myślenia przedstawionego w Granicach wzrostu – rzekomo nie wzięto tam pod uwagę, że nasze ramy konsumpcyjne ciągle się przesuwają. Do lamusa odchodzą gazety, kasety wideo czy płytki CD, przez co zmienia się cały model konsumpcji i pojawia się nowy rachunek kosztów i zysków.

Photo by CHUTTERSNAP on Unsplash.

Świat zmienił zdanie, a badacze mieli rację.

50 lat po raporcie

Ekonomia jako dyscyplina została zdominowana przez pogląd, że żyjemy w nieograniczonym świecie, w którym problemy z zasobami i zanieczyszczeniem w jednym obszarze zostaną rozwiązane poprzez przeniesienie zasobów lub ludzi do innych obszarów. Obecnie jednak szerszy dyskurs ekonomiczno-ekologiczny wypełnia przekonanie, że pozycje przedstawione w Granicach wzrostu są trafne, a wyniki badań okazały się zaskakująco dokładne.

W 2008 r. Graham Turner z Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation (CSIRO) stwierdził, że obserwowane dane historyczne z lat 1970-2000 ściśle odpowiadają symulowanym wynikom scenariusza standardowego. Wskaźniki urodzeń i śmiertelności były nieco niższe, niż przewidywano, ale te dwa efekty znosiły się nawzajem, pozostawiając wzrost światowej populacji prawie dokładnie taki, jak wskazano. Turner przeanalizował także szereg raportów, zwłaszcza ekonomistów, które przez lata rzekomo dyskredytowały model limitów wzrostu i stwierdził, że były błędne i odzwierciedlały nieporozumienia dotyczące modelu.

Jak wskazał Dennis Meadows w wywiadzie z sierpnia 2022 r., ostatnie badania zdecydowanie potwierdziły standardowy scenariusz LtG. Różne czynniki wzrostu miały bowiem osiągnąć szczyt około 2020 r., z nieubłaganym spadkiem czynników wzrostu w ciągu następnej półtorej dekady, co doprowadzić ma do załamania gospodarczego i środowiskowego w połowie XXI wieku. Wnioski te są poparte nowym raportem Klubu Rzymskiego o nazwie Earth for All: A Survival Guide for Humanity.

Biorąc pod uwagę dzisiejszy planetarny kryzys ekologiczny wynikający z wykładniczego wzrostu akumulacji kapitału, jest zupełnie jasne, że świat powinien był posłuchać ostrzeżeń zawartych w Granicach wzrostu pół wieku temu.

Photo by Victor on Unsplash.

Mimo to scenariusze komputerowe przedstawione w Granicach wzrostu są dziś prawdopodobnie mniej ważne, niż niektóre z szerszych konsekwencji ideowo-filozoficznych, które przyniosła publikacja tego raportu.

Przede wszystkim stłamszony został optymizm technologiczny, który był główną barierą myślową w dostrzeżeniu problemów środowiskowych.

Z LtG mogliśmy wyczytać, że system społeczno-ekonomiczny nastawiony na wzrost nieuchronnie okaże się katastrofalny, niezależnie od rozwoju technologii. Ta może jedynie opóźniać nieuniknione, poprzez rozwiązywanie pomniejszych problemów, lecz nie uratuje nas przed katastrofą. Drugim skutkiem ideowym było przeniesienie skupienia ze ‘wzrostu gospodarczego’ na wzrost w rozumieniu społecznym. Kluczowy stał się rozwój człowieka jako takiego, który mniej był już sprzężony ze wzrostem produkcji i konsumpcji.

O antropogenicznych zmianach klimatu wiedzieliśmy już pół wieku temu.

Raport Klubu Rzymskiego został jednak obsypany tak silną krytyką establishmentu, że na wiele lat stał się, z szerszego punktu widzenia, ledwie ciekawostką. Ta ciekawostka kiełkowała jednak i rosła na gruncie oddolnych nurtów prośrodowiskowych, aż do teraz, gdy stała się w końcu jedną z głównych pozycji łączących ekonomię z ekologią.

Z Granicami wzrostu pogodziliśmy się więc dopiero teraz – pół wieku po ich publikacji. Czy kolejne 50 lat zajmie nam wzięcie się w garść?

Tekst: MK
Zdjęcie główne: The Club of Rome/Rauner Special Collections Library