Dlaczego nie powinniśmy mieć dzieci?

Największy wkład, jaki pojedynczy człowiek może wnieść w walkę z kryzysem klimatycznym, to brak dzieci. Mimo to nadal traktujemy rodzicielstwo jako domyślną przyszłość.
.get_the_title().

Wyobraźmy sobie dzieci, których wielu z nas nie będzie mieć. Dla obecnych 25-latków abstrakcyjna jest już sama wizja posiadania dziecka, skoro ich sytuacja finansowa i mieszkaniowa pozostawia wiele do życzenia. Załóżmy, że dziecko rodzi się dzisiaj. Będzie miało 10 lat, kiedy jedna czwarta owadów na świecie zniknie, a 100 milionów będzie cierpiało na skrajny niedobór żywności. Będzie miało 23 lata, gdy 99 proc. raf koralowych ulegnie silnemu wybieleniu. Osiągnie 30 lat, wiek wielu z nas, kiedy 200 milionów uchodźców klimatycznych będzie wędrować po świecie, a połowa wszystkich gatunków na Ziemi wyginie. W 2100 roku będzie miało 80 lat – a części Australii, Afryki i Stanów Zjednoczonych mogą być już niezdatne do zamieszkania.

Jesteśmy w trakcie szóstego masowego wymierania, pierwszego spowodowanego przez pojedynczy gatunek. Jest nas 7,8 mld na planecie, która według szacunków naukowców może utrzymać 1,5 miliardald ludzi żyjących tak, jak robi to przeciętny obywatel USA. Wiemy już, że największą ulgą dla klimatu, jaką może przynieść każda osoba żyjąca w zamożnych krajach, jest brak dzieci.

Niezależne badania wykazują, że posiadanie jednego dziecka mniej zapobiega emisji około 58 ton dwutlenku węgla rocznie.

Porównajcie to z życiem bez samochodu (2,4 tony), rezygnacją z transatlantyckiego lotu w obie strony (1,6 tony) lub dietą roślinną (0,82 tony). Inne badanie wykazało, że jest to prawie 20 razy ważniejsze niż jakikolwiek inny wybór, jakiego może dokonać jednostka. Opinie te wzbudziły kontrowersje. W końcu, czy rodzic naprawdę ponosi ciężar emisji swojego dziecka? Jedyną rzeczą, która nie podlega dyskusji, jest to, że żyjemy w sposób, który nie może być kontynuowany.

ŹRÓDŁO: UNSPLASH

Tysiące osób poniżej 35 roku życia, mieszkających w pięciu krajach europejskich – Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii – zapytano, czy planują mieć dzieci w tym roku. Zdecydowana większość (60–80 proc.) stwierdziła, że ​​albo odkłada ten pomysł, albo całkowicie go porzuca. Pokolenia, które obecnie są w wieku rozrodczym, znajdowały się u progu dorosłości podczas światowego kryzysu finansowego w 2008 roku, dekadę później stają twarzą w twarz z kolejnym kryzysem. Z kolei w USA współczynnik urodzeń jest najniższy w historii pomiarów (spadł o 20 proc. po 2008 roku). Jest to znacznie poniżej „poziomu zastępowalności”, który utrzymuje populację na stałym poziomie. A to tylko kilka ze 183 krajów (spośród łącznie 195), w których do 2100 roku nastąpią ogromne załamania populacji.

W dwudziestu trzech krajach, w tym w Hiszpanii i Japonii, do końca 2100 roku liczba ludności może się zmniejszyć o połowę (szerzej pisaliśmy o tym tutaj).

Niektórzy widzą to jako zrozumiałą konsekwencję pogłębiającej się złości, którą odczuwa wielu z nas. Rosnące poczucie odpowiedzialności wobec planety, szerzące się nierówności społeczne i potrzeba głębokich zmian strukturalnych, które są poza zasięgiem. „Birthstrikers”, czyli rezygnujący z posiadania dzieci w obliczu zagrożenia zmianami klimatycznymi, zyskują coraz więcej sprzymierzeńców. Argumentują, że sprowadzenie na świat świadomego życia jest z natury okrutne, ponieważ skazuje się je na cierpienie.

#BirthStrike na Instagramie:

Dla młodych dorosłych pytanie „czy chcemy mieć dzieci?” zamienia się w „a powinniśmy?” Chociaż decyzja o posiadaniu dzieci nie jest z natury ani dobra, ani samolubna, to samo dotyczy bycia wolnym od dzieci. Niezliczone badania wykazały, że ludzie uważają dorosłych bez dzieci za nienaturalnych i zimnych. Mimo to desperacko poszukujemy czegoś do zrobienia w obliczu największej katastrofy, jaką wielu z nas (lub naszych dzieci) może zobaczyć. Rezygnujemy z mięsa i spędzamy wakacje bliżej domu. Wiemy, że gdyby superbogaci ograniczyli swoje emisje do poziomu przeciętnego obywatela UE, globalne emisje spadłyby o jedną trzecią. Nie możemy jednak zmusić nikogo do zrobienia czegokolwiek, więc robimy, co w naszej mocy. Usprawiedliwiamy nasze wybory jako znaczące, większe od nas.

Kryzys klimatyczny tworzy okazję do przemiany bycia wolnym od dzieci, kiedyś największego tabu, w ostateczny akt altruizmu.

Musimy rzucić wyzwanie ortodoksji, która mówi, że wybór jednego sposobu życia jest krytyką innego. Kobiety, które wybierają wolność od dzieci, mówią czasem o poczuciu winy za swój wybór. Zamiast tego potrzebujemy cichej rewolucji, ponownej oceny tego, co uważamy za sensowne życie. W „Cygnet”, nowej powieści Season Butler, nastolatek błąka się po wyspie zamieszkanej tylko przez emerytów, czekających na koniec. Ich domy powoli rozpadają się w morzu. „Myślę o dzieciach, które ludzie w moim wieku mają lub wkrótce będą mieć. Życie będzie dla nich takie nudne. Nie tylko dlatego, że do tego czasu świat kompletnie się rozpieprzy i nic już nie zostanie. Dlatego, że ich rodzice będą ciągle rozmawiać o tym, jaki był świat” – mówi bohater.

Źródło: The Guardian
Tekst: Nina Kamińska
Zdjęcie główne: Unsplash

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: