Food shaming za bycie wege. Prawie połowa wegetarian i wegan twierdzi, że współpracownicy negatywnie komentują ich posiłki

Akurat w tym wypadku wszystkim dokuczającym sugerujemy dostosowanie się do hasła: „jeśli nie możesz czegoś zwalczyć, to się przyłącz”. Nie tylko na poczet miłej atmosfery w pracy, ale też dla dobra planety i własnego zdrowia.
.get_the_title().

Już kilka lat temu dieta roślinna z pełnym impetem weszła na salony, czy raczej do restauracji, sklepów i kuchni na całym świecie, w tym także w Polsce. Na taki stan rzeczy duży wpływ ma nagłośnienie zagrożeń związanych ze zmianami klimatycznymi, do których przemysł mięsny przyczynia się w znacznym stopniu poprzez emisję gazów cieplarnianych na wielką skalę. W ostatnich miesiącach dieta roślinna zyskała dodatkowo na popularności w związku z pandemią koronawirusa.

I kiedy zdawać by się mogło, że jesteśmy bliscy sytuacji, w której to jedzenie mięsa będzie obciachem, okazuje się, że prawie połowa wegetarian i wegan spotyka się z docinkami, żartami i niepochlebnymi komentarzami z powodu swoich wyborów żywieniowych.

Na ten problem zwrócił uwagę już 4 lata temu “The Independent”. Dziennik użył wręcz określenia vegan shaming, jako że to właśnie osoby, które wyeliminowały ze swojej diety wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego, miały być najbardziej narażone na nieprzyjemności.

Weganom, których liczba w ciągu dekady zwiększyła się w Wielkiej Brytanii o 360 proc., zarzucano przekonanie o własnej nieomylności, zadufanie, a nawet lans i szpanowanie dietą roślinną.

Pewnie wszyscy słyszeliśmy w tym czasie kawały w stylu: „Jak poznać weganina? Nie musisz, sam ci o tym powie.” Czy też: „Gość w restauracji pyta kelnera: – Jestem weganinem, co pan poleca? – Zmienić lokal.” Przy czym w oryginalnej wersji to polecenie brzmiało zdecydowanie bardziej dosadnie. Tego typu żarty były jednak dość nieszkodliwe i mogły nawet trafiać w poczucie humoru wegan i wegetarian. Sam problem food shamingu ma jednak zdecydowanie inny, mniej zabawny wymiar. I – jak się okazuje – na dość dużą skalę.

Toa Heftiba/Unsplash

Tak wynika z badań przeprowadzonych przez amerykański portal zajmujący się recenzowaniem sprzętu do fitnessu – Fitrated.com. Jego głównym celem było sprawdzenie, jak zmieniły się nawyki żywieniowe pracowników biurowych podczas lockdownu. Oprócz ustalenia, że sporo osób pracujących z domu je więcej niż firmie, okazało się, że częściej i chętniej pozwalamy sobie na potrawy, które intensywnie pachną i takie, których jedzenie jest dość „hałaśliwe”.

Okazuje się bowiem, że 34 proc. ankietowanych rezygnuje z jedzenia w pracy niektórych dań w obawie przed reakcją współpracowników, która powoduje skrępowanie i najzwyczajniej w świecie odbiera apetyt.

Portal poświęcił znaczną część badania ustalaniu, czy i z jakiego powodu można usłyszeć podczas lunchu w pracy komentarz, który podchodzi pod food shaming. Przypomnijmy, że pod tym hasłem kryje się ocenianie czyichś wyborów żywieniowych i negatywne komentowanie ich, które sprawia, że dana osoba może poczuć się zawstydzona.

Jak pokazują wyniki badania, aż 54 proc. pracowników było obiektem food shamingu w pracy. Komentowane były przeróżne cechy konsumowanego posiłku, jak np. jego zapach, wygląd czy wielkość porcji. Współpracownikom zazwyczaj nie umyka fakt, gdy je się coś niezdrowego. Mniej oczywiste, a jednak niemalże tak samo częste jest rzucanie różnych uwag pod adresem czyjegoś lunchu, gdy składa się on ze zdrowego jedzenia. To jest właśnie główna przyczyna tego, że weganie i wegetarianie są grupą, którą najczęściej, bo aż w 48 proc., spotyka food shaming.

Jon Tyson/Unsplash

Na szczęście na naszych oczach dokonuje się duża zmiana. Z roku na rok coraz więcej osób rezygnuje z jedzenia produktów odzwierzęcych lub mocno je ogranicza, więc wszystko zmierza ku temu, by dieta roślinna stała się normą. To powinno sprawić, że komentarze ucichną, zwłaszcza że coraz więcej mówi się o tym, jak katastrofalne skutki dla stanu środowiska naturalnego ma produkcja mięsa czy nabiału. Ponadto jest coraz więcej badań wykazujących wyższość diety roślinnej nad mięsną. Tym samym osoby tak skwapliwie komentujące posiłki wege nie będą za bardzo miały się do czego przyczepić.

I kto wie, może nawet na rodzinnym obiedzie usłyszmy wreszcie: „Zjedz ziemniaczki, mięso zostaw”.

Źródło zdjęcia głównego: Martin Becker/Unsplash
Tekst: KD

Banner Image Banner Image
AdvertisementAdvertisement
AdvertisementAdvertisement
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: