Kryzys to szansa na lepszą zmianę

W czasach zmiany mamy naturalną tendencję do upraszczania świata. To nie tego typu kryzys, abyśmy upraszczali za bardzo.
.get_the_title().

Unia Europejska zaliczyła falstart w walce z wirusem – teraz przyznaje to także Ursula von der Leyen przewodnicząca Komisji Europejskiej.

To ważne i potrzebne słowa w odpowiedzi na falę krytyki (także od Olgi Tokarczuk w eseju Okno), jaka spadła na unijne instytucje w początkowej fazie epidemii. Inne od tych, których w komentarzach pod moim artykułem Gdzie jest Unia Europejska, kiedy jej naprawdę potrzebujemy? używał z prywatnego konta Piotr Świtalski, szef komunikacji Komisji Europejskiej w Polsce, nazywając nas “pożytecznymi idiotami Putina”. Jeśli tacy ludzie odpowiadają za komunikację europejskich instytucji nie dziwi niezdarność, z jaką idea zjednoczonej Europy dobija się do naszej świadomości.

Mamy naturalną tendencję do upraszczania świata, szczególnie w momentach zmiany, gdy każdy gorączkowo szuka odpowiedzi i nadziei. Łatwo wtedy wpaść w pułapkę myślenia my vs oni. To doskonale było widać w pierwszych tygodniach epidemii w Europie, gdzie jej przywódcy rozjechali się do swoich krajów, a w Brukseli zostali urzędnicy, którzy w social mediach, bo ze stron głównych portali zniknęli momentalnie, zachęcali do regularnego mycia rąk. Wtedy też na wierzch wychodzą różne teorie zrodzone ze strachu i frustracji, często zaczynające się od “wiedziałem, że tak będzie” albo “a niech to wszystko się zawali”. Zawali się i co? Świat nie jest czarno-biały, a komfort spokojnego przebiegu kwarantanny nie wziął się znikąd. Nadal mamy prąd, jedzenie, bezpieczeństwo, choć porządek, który dostarczył je do naszych domów przechodzi właśnie do historii. Tego możemy być pewni. A zatem wykorzystajmy ten czas na przemyślenie siebie i swojego najbliższego otoczenia. Co dajesz światu? Co dajesz swoim bliskim? Czy to, co robisz naprawdę ma sens? Przyczynia się do tego, żeby żyło się lepiej? Czy to wszystko, co posiadasz jest ci naprawdę niezbędne? Uszczęśliwia Ciebie i Twoich bliskich? A skąd to się wzięło i co się z tym stanie, gdy przestaniesz tego używać? Wiesz z czego i przez kogo zostało wytworzone?

Masz czas, żeby odpowiedzieć na te pytania. Nikt Cię nie goni. Każą Ci siedzieć w domu, to siedź i myśl, bo jak wyjdziesz możesz dostać mandat.

Kryzys to nie jest esencja zła, który wydobywa się spod ziemi i sieje spustoszenie. Kryzys to dowód na to, że porządek się wyczerpał, a jego elementy przestały pracować ze sobą w przewidywalny i zrównoważony sposób. To nie COVID-19 go spowodował, ale na pewno ten proces przyspieszył. Narracja wzrostu skończyła się jak paliwo w samochodzie spalinowym. Może w ostatnim możliwym momencie, żeby nas uratować przed dużo większą katastrofą, której próbkę obserwowaliśmy w styczniu w Australii, a doświadczymy także w tym roku w Polsce. Jaka będzie ta nowa narracja? Na to pytanie próbowaliśmy odpowiedzieć w naszym ostatnim princie FROM LOVE TO DEGROWTH, choć zapewne po jego lekturze rodzi się jeszcze więcej pytań niż wcześniej. Niemniej wierzę, że zmiana w dobrą stronę jest możliwa. Otwarte pozostaje pytanie o jej przebieg. Nikt tego teraz nie wie. Scenariuszy jest wiele.

Cały czas jesteśmy dość prymitywną cywilizacją. Żeby żyć, zabijamy inne stworzenia, choć nie musimy, systemowo zatruwamy środowisko, w którym żyjemy, identyfikujemy się wokół symboli opartych na półprawdach albo udowodnionych już bzdurach, a w kryzysowych momentach jednoczymy w grupie ledwie większej od plemienia. Gdy czytamy o wielkiej wędrówce ludów w połowie pierwszego stulecia naszej ery, opisy historyczne niewiele się różnią od tego, jakbyśmy opisali nasz świat dzisiaj. Nadal chodzi o ekspansję jednej grupy kosztem innej. Teraz może w nieco bardziej wysublimowany sposób.

Unia Europejska to wspaniały, wizjonerski projekt powstały z bezprecedensowej tragedii drugiej wojny światowej. Łatwo zapominamy, że to najbardziej progresywny koncept polityczny w dziejach, jednoczący podmioty o bardzo silnej i wyrazistej identyfikacji. Żaden inny region na świecie nie jest na to gotowy. Poza Europą obserwujemy politykę izolacjonizmu wobec najbliższych sąsiadów niż pracę nad zjednoczeniem i federalizacją. Ale to nie oznacza, że realizacji tej wizji nie można krytykować. Należy to robić cały czas, tak samo jak obowiązkowe przeglądy w bardziej skomplikowanych mechanizmach. Tylko w taki sposób koncept staje się wystarczająco silny, aby opuścić szkic i rozprawić się z zarazą, tak samo jak kilka lat temu uratował Grecję przed bankructwem. To jednak każe zapytać o model tej zjednoczonej Europy. Czy będziemy ją budować w oparciu o nieefektywną strukturę Unii Europejskiej, czy należy zastanowić się nad organizmem bardziej scalonym – ze wspólną polityką międzynarodową, armią i przede wszystkim służbą zdrowia?

Tekst: Konrad Jerin

FUTOPIA