Artwashing, czyli jak korporacje wykorzystują sztukę do wybielania wizerunku

Nowojorskie Metropolitan Museum zakończyło niedawno współpracę z wieloletnim darczyńcą, oskarżonym o udział w amerykańskim kryzysie opioidowym.
.get_the_title().

Rodzina Sacklerów to jedni z większych filantropów w świecie sztuki. Jednak oprócz systematycznego wspierania instytucji kultury milionowymi darowiznami Sacklerowie są również założycielami firmy farmaceutycznej, oskarżonej o udział w amerykańskim kryzysie opioidowym. Należąca do nich Purdue Pharma przyznała się do winy w związku z zarzutami dotyczącymi roli w kryzysie opioidowym pustoszącym Stany Zjednoczone. Główne zarzuty obejmowały płacenie lekarzom za wystawianie większej ilości recept na leki przeciwbólowe. Do tej pory kryzys związany z przedawkowaniem opioidów w USA przypłaciło życiem 470 tys. osób. Nowojorskie Met postanowiło odciąć się od kontrowersyjnych darczyńców. Od nadszarpniętej reputacji Sacklerów starały się również zdystansować w ostatnich latach Luwr, Tate i Muzeum Żydowskie w Berlinie.

Często zastanawiamy się, czy da się oddzielić sztukę od artysty. Przy okazji tego skandalu na pierwszy plan wychodzi jednak inne pytanie: czy da się oddzielić artystów od ich sponsorów?

Uzależnienie od opioidów i związany z nim problem zdrowia publicznego nie są oczywiście jedynym kryzysem, który kładzie się cieniem na muzeach i galeriach. Muzeum Nauki w Londynie wybrało niedawno firmę produkującą paliwa kopalne na sponsora swojej wystawy klimatycznej, co zostało przyjęte z oburzeniem i przerażeniem. W odpowiedzi na ten kontrowersyjny krok młodzieżowi aktywiści klimatyczni zajęli w nocy budynek muzeum.

Jeśli pokazujesz logo BP lub Shell na wystawie, pomagasz wzmocnić ich markę i dajesz im społeczną legitymizację – mówi Chris Garrand, założyciel organizacji Culture Unstained, która wspiera protestujących.

Garrand uważa, że darowizny od firm produkujących paliwa kopalne to nie wyraz dobrodusznej filantropii, ale sposób na wybielenie ich publicznego wizerunku – praktyka znana jako artwashing.

Instytucje kultury często są postrzegane jako neutralna przestrzeń, miejsca, w których biernie prezentuje się sztukę lub eksponaty naukowe, ale Garrand uważa je raczej za przestrzeń podatną na wpływy, która może odegrać kluczową rolę w zmianie publicznego postrzegania firm zanieczyszczających środowisko.

Artwashing nie jest niczym nowym – wspominana wcześniej rodzina Sacklerów sponsorowała nowojorski Met już w latach 70. Jednak o ile kiedyś łatwo było korporacjom wybielić w taki sposób swój wizerunek, w epoce mediów społecznościowych praktyka ta jest szybko demaskowana – zarówno przez publiczność, jak i samych artystów. Wielu twórców nie chce być kojarzonych z galeriami wspieranymi finansowo przez firmy, które mogą zaszkodzić ich markom.

Zdjęcie: Vuk Valcic, SOPA Images / Shutterstock

Skandale związane z kontrowersjami wokół darczyńców często okazują się również kosztowne finansowo. Niektórzy kolekcjonerzy nie chcą więc w ogóle wystawiać swoich prac na wypadek ewentualnego bojkotu czy protestów.

Jednak chociaż firmy paliwowe są w świecie sztuki nadal obecne (BP sponsoruje aktualnie wystawę Stonehenge w British Museum), zjawisko to w ostatnich latach wyraźnie się zmniejszyło. W obliczu rosnącej świadomości klimatycznej i aktywności odbiorców sztuki w mediach społecznościowych można się spodziewać, że sytuacje takie jak ta, w której znaleźli się Sacklerowie, będą się zdarzać częściej.

Zdjęcie główne: Matthieu Joannon / Unsplash
Tekst: AD

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook