Hip-hop mroczny i głośny, czyli jak z rapu uczynić radykalne narzędzie buntu i destrukcji

Oto artyści, którzy burzą hip-hopowe ramy w sposób niebędący sztuką dla sztuki, tylko... sztuką.
.get_the_title().

„Czy to hip-hopy, czy to już rapy?” dywagowali parę lat temu Kaz Bałagane i Belmondo. No właśnie, a jeśli jeszcze coś innego? Dziś przyjrzymy się pięciu hip-hopowym grupom, które upodobały sobie zanurzanie gatunkowej konwencji w brudzie, hałasie i radykalnych środkach ekspresji. Przed wami reprezentatywne przykłady wykorzystywania rapu jako narzędzia buntu i destrukcji.

1. Dälek – „Echoes Of…”

Dälek uchodzi za jeden z najbardziej radykalnie odkształcających gatunkowe ramy składów. I nie ma się co dziwić – w warstwie melodycznej industrial przeplata się tu z noisem, zaś abstrakcyjne dźwiękowe tekstury na przemian a to uciekają w drone’y, a to, dla krótkich chwil ukojenia, zahaczają o nieco stabilniejsze punkty zaczepienia. Jeśli dodać do tego agresywną manierę wypluwania słów przez MC, otrzymujemy produkt kultowy w undergroundzie i niezbyt zdatny dla szerszego odbiorcy.

Fenomen grupy w pełni zrozumieć można odpalając dowolne z jej klipów – niepokojące, demoniczne obrazy w wielu miejscach trzymają poziom najlepszych filmów grozy, a dodatkowo często są też zaangażowane społecznie i politycznie.

Sprawdźcie tylko powyższe „Echoes Of…” i to, jak rewelacyjnie dźwięk współgra z wideo. Jeśli chodzi o albumy, swoją przygodę warto rozpocząć od krążków „Absence” z 2005 roku i „From Filthy Tongue of Gods and Griots” z 2002.

2. clipping. – „La Mala Ordina”

O twórczości clipping. pisałem już sporo na naszych łamach w płytowym podumowaniu 2019 roku. Żeby się nie powtarzać, chciałbym tylko uzupełnić tamten tekst o uwagę, że grupa już od długogrającego debiutu („CLPPNG” z 2014 roku) bardzo udanie scala hałaśliwą stylistykę z… melodyjnością.

Kwintesencją tego podejścia jest choćby „La Mala Ordina”, gdzie najpierw mamy do czynienia z kwaśnym, drapieżnym, tanecznym wręcz numerem, który z czasem ewoluuje w noise’ową symfonię bez cienia empatii pożerającą wszystkie ciepłe dźwięki aż do ich pełnej anihilacji.

Dodając do tego niezwykłą artykulacyjną sprawność Daveeda Diggsa i silne ciągotki składu do czerpania z estetyki horrorów (świetne „Nothing Is Safe”), godziny spędzone z longplayami zespołu na słuchawkach to niezapomniana przygoda.

3. Death Grips – „Takyon (Death You)”

Jak burzyć ramy, to po całości.

Death Grips absolutnie w żadnym aspekcie nie idą na kompromis, a uchwycenie specyfiki ich dyskografii w krótkiej notce to pomysł raczej syzyfowy.

Zobaczcie tylko iloma tagami próbują jakoś zdefiniować ich, ekhm, popieprzoną twórczość słuchacze: Experimental Hip Hop, Glitch Hop, Industrial Hip Hop, Abstract Hip Hop, Hardcore Hip Hop, Noise Rock, Free Improvisation, Instrumental Hip Hop, Sound Collage, Wonky, Digital Hardcore, Post-Industrial, Deconstructed Club. W tym szaleństwie jest jednak metoda, gdyż w surrealistycznym i często odstręczającym na pierwszy rzut oka/ucha opakowaniu, skrywają się kapitalne niuanse melodyczne i tekstowe. Co ja będę gadał, łapcie dodatkowo jeszcze dwa ich klipy:

4. Danny Brown – „Ain’t It Funny”

U Danny’ego Browna głównym czynnikiem szokowym nie jest, jak można by przypuszczać, brzmienie, choć i ono potrafi zadowolić ucho sympatyków noise’u i dysonansów, tylko przygniatające teksty prowadzone dźwiękiem w sposób bezbłędny.

A jeśli dodać do tego teledyski – tak jak ten do „Ain’t It Funny”, kanoniczny już ze względu na konwencję i makabryczną puentę – obok turpistycznej wręcz wiwisekcji emocjonalnej artysty otrzymujemy też społeczne komentarze mocno dające do myślenia. Warto obejrzeć również m.in. klip do „When It Rain”.

5. Ho99o9 – „United States of Horror”

Ho9909 to być może półka niżej od wyżej wymienionych artystów, jednak pod względem audiowizualnej spójności i tu twórczość obfituje w wiele czynników, które wrażliwszymi odbiorcami mogą wstrząsnąć.

Obok zabawy formą i implementowania do nagrań i teledysków wiadomej konwencji grozy, utwory H09909 cechuje też podchodzące pod prowokacje odwoływanie się do różnych symboli – od religijnych po narodowe.

Eksperymentalna warstwa dźwiękowa rozciąga się natomiast od industrialu nawet do punka czy… metalu. Przy oglądaniu klipu do „United States of Horror” uśmiechną się z pewnością fani „Mechanicznej pomarańczy”.

Tekst: WM

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook