‘Jackass Forever’, czyli sprawdzamy jak po 11 latach wypadł powrót naczelnych światowych masochistów

Fani Knoxville'a i spółki mają powody do radości – to najwyżej oceniana przez krytyków część serii.
.get_the_title().

Począwszy od słynnego programu na MTV aż po kolejne pełnoprawne filmy – Jackass i ich bolesne wyczyny podszyte głupkowatym humorem dorobiły się wśród fanów kultowego statusu. Jednak od dłuższego czasu, a ściślej od 2010 roku i niezłego koncepcyjnie ‘Jackass 3D’ oraz ‘Jackass 3.5’ (2011), w tym absurdalnym uniwersum, nie licząc licznych nagrywek youtube’owych, panowała cisza.

W 2013 i 2014 roku wyszły co prawda dwie części z ‘bezwstydnym dziadkiem’, jednak, choć fragmentami zabawne, były one raczej niekonwencjonalnym przypisem do serii. Wraz ze światową premierą ‘Jackass Forever’ (luty 2022 roku, czyli powrót aż po 11 latach!) znów dostaliśmy więc okazję do ‘otrzepania kurzu z siniaków’ i oglądania roześmianych, tyle że już znacznie starszych nieszczęśników świadomie wystawiających się na kąsanie przez żywo zainteresowane perspektywą dziabnięcia ich zwierzęta, wystrzeliwanie z armaty, uprzedmiotawianie na każdy możliwy sposób czy zderzanie – dosłownie – ze ścianą.

I, o dziwo, Jeffowi Tremaine’owi wraz z ekipą udało się w tym pakiecie głupoty i nieodpowiedzialności przemycić pokaźną dawkę nostalgii, co wraz z naprawdę sprawną warsztatowo realizacją złożyło się na jeden z najlepszych jackassowych filmów w historii!

Z oryginalnego składu brakuje oczywiście zmarłego w 2011 roku Ryana Dunna oraz Bama Margery (choć mimo poważnych problemów zalicza krótki występ), jednak poza tym stara gwardia zasilona nowymi twarzami naprawdę daje radę.

51-letni głównodowodzący składu znajomo wykrzykuje więc: ‘Hello, I’m Johnny Knoxville, welcome to Jackass’, a wkrótce wywija w powietrzu efektowne, szalenie niebezpieczne salto po wzięciu go na rogi przez – mamy nadzieję, że dobrze traktowanego – byka. Inny symbol serii, Steve-O, dzielnie mierzy się z atakującym jego wrażliwe miejsca rojem pszczół, zaś Wee-Man, czyli Jason Acuna… a, zobaczcie sami. Ponadto bardzo istotną rolę, być może trochę niespodziewanie, otrzymał w ‘Jackass Forever’ Ehren McGhehey (i zdecydowanie nie zazdrościmy mu zadań). Świetnie spisują się też goście specjalni, wśród których pojawia się nawet… Tyler, The Creator.

Oczywiście nie jest to wyrafinowana rozrywka, a wrażliwszym widzom seans odradzamy od razu, bo sporo tu obrzydliwości i ‘żartów fizjologicznych’.

Niemniej fajne jest to, że ekipa wyraźnie ma świadomość, że nic już nie musi, co roztacza nad całością przyjemną, wspominkową aurę ubarwioną wręcz lekkim dopiskiem meta. Ot, melancholijna, kolorowa okazja do spotkania się z dawno niewidzianymi znajomymi.

A że melancholia przyjmuje tu postać gonienia za kumplami z paralizatorem? Cóż, welcome to Jackass!

Tekst: WM

KULTURA I SZTUKA