Jak ‘Motyle’ Doroty Masłowskiej wbiły klin w strefę komfortu słuchaczy polskiego rapu

Minuta i 46 sekund. Tyle wystarczyło laureatce 'nagrody Najk', by obnażyć wszystkie recepcyjne grzeszki ogromnej części rodzimych słuchaczy 'ambitnych rapsów'.
.get_the_title().

‘Co to jest za gówno?’, ‘Kto to w ogóle jest?’, ‘Tylu ludzi było zaangażowanych w taki paździerz?!’ – to tylko nieliczne z komentarzy, na jakie pozwolili sobie szeregowi internauci jak i, hehe, ‘znawcy-influencerzy’ pokroju Multiego czy Nitro po premierze ‘Motyli’ Doroty Masłowskiej. Trzeba przyznać, że uznana literatka, m.in. laureatka ‘nagrody Najk’ wedle pierwszego z wyżej wymienionych, znów w kreatywny sposób wykazała, że społeczeństwo jest niemiłe (pamiętacie Mister D.?) i wbiła kij w mrowisko.

Majstersztykiem jest już w tym wszystkim to, że słowno-muzyczny utwór został wydany pod szyldem popularnego labelu SBM Solara i Białasa (a ściślej jego nowej odnogi, czyli SBM A). Obok obu panów w katalogu znajdziemy m.in. Matę. I zaczęło się – szok poznawczy odbiorców związany z wpuszczeniem w tę bardzo sprawną warsztatowo, ale jednocześnie mocno hermetyczną estetycznie, koncepcyjnie i tematycznie przestrzeń utworu będącego prowokacją artystyczną podpalił internet. A przecież nie jest on nawet jakoś specjalnie radykalny, zwłaszcza na tle standardów z muzyki niezależnej (ot, weźmy choćby Siksę czy Legendarnego Afrojaxa).

Forma ‘Motyli’, posiłkujących się po części charakterystycznym stylem Masłowskiej i jej wrażliwością na słowo (wykorzystaną wzorcowo w ‘Wojnie polsko-ruskiej’) przeplataną jednoczesną stylizacją na pozorowaną niedbałość (‘Niech ten buldożek z deski rozdzielczej głową tak robi, a choineczki zapachowe, nie wiem co z nimi, ale też niech coś tam robią’), dostarczyła (zwłaszcza młodym) słuchaczom interpretacyjnego zgrzytu.

O ile jednak można jeszcze zrozumieć, że koncept świadomego ‘psucia’ pewnych rzeczy i mieszania konwencji, tak by właśnie przez ów brak wygładzenia i porządku były ciekawsze, może być kłopotliwy dla części odbiorców, o tyle znacznie mniej zabawnie robi się, gdy docieramy do skali szoku treścią.

Bohaterka klipu przemyca tam choćby, początkowo między wierszami, później bardzo dosłownie (‘zjedź na pobocze i pierdol mnie w białych słońca pokotach’), potrzebę doświadczenia dodatkowych emocji z fizycznego zbliżenia, czegoś ryzykownego, spontanicznego, odchodzącego od codziennej rutyny. Zamiast tego partner kupuje jej hot-doga na stacji benzynowej, a marzenia o wyidealizowanej ekstazie pod wpływem chwili zostają stłamszone przez prozę życia codziennego.

Jakżeż ta bezpośredniość i odwrócenie ról (przy męskich twórcach przyzwolenie na taką narrację to w większości przypadków nie problem), podsycana jeszcze przez odważne figury taneczne (Ale Camara) w duchu body-positive, rozjuszyła część odbiorców.

Wypowiadają się oczywiście głównie mężczyźni, dla których najwyraźniej szokujące jest, że kobiety też mają swoje fantazje, podmiotowość i odwagę do artykułowania ich poprzez język sztuki.

Tym bardziej, że produkcyjnie utwór stoi na wysokim poziomie, gdzieś na przecięciu estetyki Synów i PRO8L3MU, i nie ma się tam do czego przyczepić – świetną robotę w tym zakresie wykonał Solar.

Sama Masłowska odniosła się oczywiście całego tego zamieszania na Facebooku. Zrobiła to na tyle celnie, że gorąco polecamy przeczytać całość. Nas szczególnie ujął fragment:

‘Nie będę wchodzić w polemikę z tym pożarem, zwłaszcza że to ten typ ognia totalnego, szalonego, który pali strażaków i węże strażackie, jak również gaszącą go wodę. Ja na tym pożarze se piekę kiełbasę (wege), bo obchodzę właśnie 20lecie napisania Wojny Polsko-Ruskiej. Ten pożar jest moimi świeczkami urodzinowymi. Patrzę jak się jara. Myślę sobie, że 20 lat temu słyszałam słowo w słowo (może trochę lepsza ortografia) to samo. Że chujnia, gówno, sraka, co to za sztuka, tylu jest utalentowanych, kto ją rucha i że taka brzydka. Wtedy skotłowali się odbiorcy starsi, po 20 latach ten sam zestaw figur szachowych wychodzi z młodych głów’.

I słowem końca: oczywiście nie jest tak, że wszystko tu bezrefleksyjnie chwalimy. ‘Motyle’ to nie jest najwybitniejszy utwór, jaki pojawił się na polskiej ziemi w tym roku, ale z pewnością jest to track spójny, porządnie wyprodukowany – głęboki, niepokojący, bujający bit! – i ciekawy w swej wewnętrznej, nieco surrealistycznej logice i przeestetyzowaniu.

Inna sprawa (czy to zarzut, czy zaleta – oceńcie sami) to fakt, że ten kawałek wydaje się być trochę… dla nikogo.

Osoby nie znające Masłowskiej, czyli głównie młodsze pokolenie, reagują w dużej mierze tak, jak pisaliśmy wyżej, natomiast przy świadomości i szacunku do jej warsztatu i dorobku intelektualnego (polecamy przy okazji świetną serię felietonów w Dwutygodniku!) trudno akurat taką tematykę, jak rozjeżdżanie się erotycznych oczekiwań i rzeczywistości, potraktować jakoś specjalnie na serio i jako coś więcej niż zwykłą zabawę formą. Ale przecież wywrotowość sztuki polega właśnie na wymykaniu się jednoznacznemu przyporządkowaniu. Masłowska w operowaniu literkami jest prawdziwą mistrzynią i jeśli ktoś może w światku kultury robić sobie co chce i zmieniać konteksty jak rękawiczki, to właśnie ona. A gdzie leży wasz Glinojeck?

Tekst: WM

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook