Najpiękniejsze (i mało znane) żeńskie głosy polskiego popu lat 00. i 10.

Rodzima muzyka rozrywkowa obdarowała nas w ciągu ostatnich dwudziestu lat wieloma kapitalnymi wokalistkami. Dziś przypominamy o pięciu z nich, których popularność na tle skali talentu jest wręcz gigantycznie zaniżona.

Polski żeński pop w ciągu ostatnich 20 lat miał się świetnie. To zasługa zarówno licznych artystek z pierwszego szeregu, którym udało się przebić do mainstreamu i wykręcać na swojej twórczości imponujące liczby, jak i niezwykle utalentowanych piosenkarek i songwriterek, których dorobek nie dotarł niestety do szerszej publiczności, mimo że jakościowo stał często na naprawdę niesamowitym poziomie. Z tej pierwszej grupy wyróżnić można między innymi Monikę Brodkę, Katarzynę Nosowską, Darię Zawiałow, Julię Marcell, Melę Koteluk, Katarzynę Kowalczyk (Coals), Izę Lach, Marię Komasę-Łazarkiewicz (Mary Komasa), Natalię Nykiel czy Justynę Święs (The Dumplings). W ich ślady idą dziś choćby Sanah czy Viki Gabor (przesłuchajcie ‘Aferę’ bez uprzedzeń). Z tej drugiej – znacznie bardziej licznej – przywołać należy m.in. Ewę Sadowską (Sorja Morja), Małgorzatę Penkallę (Enchanted Hunters), Zofię Mikucką (Soniamiki), Agnieszkę Burcan (Plastik), Adę Fijał (Ciemnogrody) czy Dorotę Morawską (Last Blush). A i to tylko pierwsze z brzegu nazwiska. Jakie są inne? Poniżej polecamy 5 artystek, których twórczość (i wyjątkowa, i niezwykle przystępna) zasługuje na grube miliony odtworzeń.

Przy pierwszym kontakcie z wokalem Joanny Piwowar-Antosiewicz bardzo łatwo zrobić po prostu z zachwytu wielkie oczy.

Joanna Piwowar-Antosiewicz (Ms. No One)

Ms. No One często uważane jest za zespół stylistycznie stojący gdzieś na styku muzycznej wrażliwości Radiohead i Portishead. I słusznie. Nastrojowe, melancholijne kompozycje rozstrzelone gdzieś między trip hopem, art popem a czasem nawet electropopem to jednak jedno (polecamy zwłaszcza płytę ‘The Leaving Room’ z 2010 roku), zaś drugie to dopełniający te wyrafinowane instrumentale uduchowiony wokal Joanny Piwowar. Artystka ma w swojej barwie niezwykłą delikatność i wrażliwość. To jeden z tych głosów, które hipnotyzują, kruszą lodowce i czynią ludzi lepszymi. Tym większa szkoda, że zespół, choć promowany niegdyś w Trójce czy mający epizod na Open’erze oraz cieszący się pewnym gronem bardzo oddanych słuchaczy, nie wypłynął w zakresie ogólnopolskiej rozpoznawalności na szerokie wody. Choć po tak introspekcyjnej kapeli można się spodziewać, że nigdy nie przyświecał jej po prostu taki cel. Znamienny jest tu fakt, że utworu ‘Ik’, jednego z najciekawszych w dyskografii, nie znajdziemy nawet na YouTubie. Jednego z najciekawszych, gdyż obok rozczulającej warstwy muzycznej popisem jest tu też płynne przechodzenie z języka angielskiego na polski – obie te partie flirtują ze sobą z równie dużym urokiem jak np. w polifonicznym i skonstruowanym z dwóch wchodzących w dialog ścieżek ‘Jane Fakes A Hug’ The Wrens.

Fani Massive Attack uśmiechną się zaś na pewno podczas odsłuchu ‘Skoro’:

.

Ale nie myślcie sobie, że jest tylko lekko, nostalgicznie i przyjemnie. Niektóre kompozycje przykryte są bowiem mgiełką brudu, i to jak! Takie ‘Colder’, przypominające stylem bezkompromisowy styl Radiohead (ta końcówka!), to utwór, który odnalazłby się przecież z powodzeniem na większości ambitniejszych globalnych list przebojów.

Albo przesiąknięte skandynawskim klimatem ‘Einarson’:

Cudze chwalicie, swego nie znacie!

Fot.: fanpage Ms. No One (noonemiss)

Szukacie okazji do wyciszenia i wzruszeń? Śpiew Hanny Malarowskiej potrafi ukoić jak mało co.

Hanna Malarowska (Hanimal)

Skoro jesteśmy przy dotykających duszy głosach, to nie możemy pominąć Hanny Malarowskiej. Tu kazus jest bardzo podobny, artystka przenosi słuchacza swoim z lekkością wędrującym po dźwiękach wokalem, wrażliwością i kreatywnym myśleniem o muzyce w zupełnie inny świat, ale już samo trafienie na jej twórczość wymaga sporo szczęścia. Jeśli chcielibyśmy zapoznać się z takimi perełkami jak ‘Close The Valves’, YouTube niestety nie pomoże. No właśnie, ‘Close The Valves’. Gdyby zorganizować konkurs na najbardziej wzruszający polski track poprzedniej dekady, ten slowcore’owy numer niemal z automatu powinien znaleźć się w pierwszej piątce. Zgadza się tu wszystko: od spokojnego budowania nastroju i napięcia, aż do końcowej kulminacji. W podobnej, niespiesznej i bardzo intymnej estetyce utrzymane są inne kompozycje zespołu, takie jak choćby przepełnione pasją i wywołujące wrażenie bycia wyśpiewywanym przez dziewczynę z rozwianymi włosami na jakimś wrzosowisku ‘Violet Inviolate’, ‘Bajkit’ czy ‘Stories of Chivalry & Passion’ (od pewnego momentu żeńskie Swans/The Fall w wersji soft).

I pomyśleć, że zaczęło i skończyło się na zaledwie jednej jedynej płycie (‘Poetry about the point’) z 2014 roku. A przecież jest tu potencjał na polską Joannę Newsom. Na szczęście artystka ma też na koncie m.in. niezwykle klimatyczną współpracę z Michałem Jacaszkiem.

Zachęcamy więc, by odpalić sobie jej muzykę któregoś chłodnego zimowego wieczoru po uprzednim zakopaniu się pod kołdrą, zamknąć oczy i dać zabrać się Hannie Malarowskiej w piękną audialną podróż. Na pewno nie pożałujecie!

Fot.: fanpage Hanimal

Kinga Miśkiewicz, jak na wykwalifikowaną specjalistkę od emisji głosu przystało, jest autorką jednych z najbardziej wirtuozerskich wokalnych sekwencji w polskim popie lat 10.

Kinga Miśkiewicz (twórczość solowa oraz Furia Futrzaków)

Czy w idealnym świecie to właśnie Kinga Miśkiewicz byłaby naszą czołową okołopopową wokalistką? Zdecydowanie nie mielibyśmy nic przeciwko! Jej warsztat i skala talentu są bowiem niezwykłe i aż się wierzyć nie chce, że takie tracki jak powyższe ‘Nie lubię kobiet’ mają na YouTubie raptem 35 tysięcy odtworzeń.

Co takiego wyjątkowego jest w jej głosie – spytacie? Przewińcie sobie podlinkowany wyżej utwór do 3:02 i jednej z najbardziej wirtuozersko wykonanych sekwencji dekady w polskim popie na wysokości ‘Teraz tonę we łzach, by za chwilę się śmiać’. Takich smaczków, gwałtownych przejść, skoków po dźwiękach, niespodziewanego zmniejszania i zwiększania natężenia jest w muzyce Kingi całe mnóstwo. Przy wyrafinowanym guście artystki (to nie są zazwyczaj banalne akordy, wsłuchajcie się tylko dokładniej w przebojowe ‘Mów do mnie w tle’ czy ‘Światła’) przed słuchaczem otwiera się dodatkowo okazja do fajnej zabawy w wyłapywanie takich mrugnięć.

A jest jeszcze przecież doskonała pod tym względem twórczość Furii Futrzaków:

Nie ma się jednak co dziwić, skoro na co dzień Kinga Miśkiewicz zajmuje się wokalistyką i uczy tego, jak w w prawidłowy sposób wysławiać się i panować nad oddechem. Przykładowe materiały – bardzo pouczające – możecie obejrzeć tutaj:

Fot. wokalistyka.pl

Co by się stało, gdyby skrzyżować wokale Moniki Brodki i Justyny Święs? Przed wami Marcelina!

Marcelina Stoszek

Lubicie Monikę Brodkę (pytanie retoryczne)? Jeśli tak, twórczość Marceliny Stoszek, posiadającej barwę stanowiącą swoiste lustrzane odbicie głosu autorki ‘Grandy’ czy ‘Brut’ (tylko nieco bardziej dziecięce, ale w pozytywnym znaczeniu!), z pewnością przypadnie wam do gustu. Jej zasięgi są już na szczęście znacznie większe (choć nam chodzi tu akurat o inne utwory niż ‘Karmelove’) od wyżej przywołanych artystek, choć wciąż statystyki te powinny być znacznie lepsze. W liczącej sobie póki co 4 albumy dyskografii znajdziecie zarówno spokojniejsze krążki (zwłaszcza początkowe, jak self-titled oraz ‘Wschody / Zachody’), jak i bardziej taneczne (‘Koniec wakacji’ z 2018 roku).

Z tej pierwszej grupy warto polecić między innymi takie utwory jak podlinkowane we wstępie ‘Możesz zostać’, ale i np. przepiękne ‘Motyle’.

Reprezentatywne numery z tej drugiej, to zaś chociażby ‘Dinozaury’ czy ‘Tańcz’.

Znajdziemy tu nawet kawałki rockowe, jak ‘Nie mogę zasnąć’.

W zależności od preferowanej stylistyki można więc wybrać sobie ‘ulubioną wersję Marceliny’ i zatonąć w tych utworach. Jest w nich coś niezwykle kojącego, co wynika pewnie z ujmującego kontrastu mierzenia się z różnymi życiowymi doświadczeniami i przemyśleniami tak młodziutko i ciepło brzmiącym głosem. My polecamy zwłaszcza pierwsze krążki, gdyż mocno bije z nich ta naturalność i szczerość wrażliwej dziewczyny stawiającej pierwsze kroki w branży i opowiadającej o swoim świecie. Później też jest oczywiście świetnie, ale słychać czasem te delikatne kompromisy pomiędzy autorskim językiem a oczekiwaniami rynku. Wciąż jest to jednak bardzo intymna, wyciszająca wewnętrznie muzyka.

fot. tekstowo.pl

Muzyka Rycerzyków i kojący głos Gosi Zielińskiej pozwalają ponownie spojrzeć na świat oczami zafascynowanego wszystkim co wokół dziecka.

Gosia Zielińska (Rycerzyki)

Krakowski zespół to bez wątpienia jeden z najbardziej uroczych składów, jakie zawiązały się na polskiej ziemi w ciągu ostatniej dekady. Brzmienie Rycerzyków stanowi przyjemną mieszankę bajkowości z wyrafinowanymi rozwiązaniami kompozycyjnymi, co pozwala spojrzeć przy tych piosenkach na świat oczami zaciekawionego wszystkim co wokół dziecka, dla którego rzeczywistość jest jeszcze magiczna. W tej konwencji ‘małych zachwytów’ jako narratorka idealnie odnajduje się Gosia Zielińska, która – czy to po polsku, czy po angielsku – swoją delikatną barwą błyskawicznie wciąga słuchacza w gimnastykę wyobraźni. No bo, czy można nie zachwycić się kawałkiem, w którym wokalistka z rozczuleniem wyśpiewuje: ‘Na moim podwórku zawsze wieje wiatr, wśród ciepłych traw i liści znów się będę snuć, na moim podwórku zawsze wieje wiatr, w tafli kałuży lśni ta zabawna twarz’? Zazwyczaj mamy tu do czynienia z melodyjnym indie popem i synthpopem, ale muzycy flirtują też z innymi stylistykami, co przyjemnie uatrakcyjnia strukturę tracków, przyozdabiając je w liczne dźwiękowe ornamenty. Weźmy np. przebojowe ‘Hounds’ – najlepszy utwór (i ten klip!) do rozkręcenia dyskretnego silent disco gdzieś w lesie czy na łące.

Stęsknieni za wakacjami? W takim razie posłuchajcie refrenów ‘Czerwca’ czy ‘Końca zimy’.

Jest w tej kolorowej muzyce Rycerzyków i kojącym głosie Gosi trudna do opisania uniwersalna wrażliwość i głębia. Efekt? Już krótki kontakt z niektórymi utworami zapewnia powiew optymizmu i wspomnień, które, wydawałoby się, zdążyły zapodziać się gdzieś w ulotnej pamięci. A czy na waszym podwórku też zawsze wiał wiatr?

Tekst: WM
Fot.: fanpage Rycerzyków
Zdjęcie główne: kadr z teledysku do ‘Mów do mnie w tle’ Kingi Miśkiewicz

KULTURA I SZTUKA