‘Quiet quitting’ staje się zawodową plagą. Szefowie powinni mieć oczy szeroko otwarte

'Quiet quitting' (ciche odejście z pracy/ciche rzucenie pracy) nie jest zjawiskiem nowym, jednak w ostatnim czasie stał się bohaterem wielu dyskusji i nagłówków. Głównie dlatego, że rynek pracy dynamicznie się zmienia, a pracownicy z coraz większą śmiałością komunikują, że kultura zapierdolu odbija się na ich zdrowiu.
.get_the_title().

W ostatnich tygodniach ‘quiet quitting’ – robienie absolutnego minimum i unikanie odpowiedzialności – podbiło nagłówki anglosaskich mediów i zostało zdiagnozowane jako główny problem w miejscu pracy. Zjawisko oznacza, że pracownik jest na etapie akceptacji, że jego życie zawodowe nie przynosi mu radości i satysfakcji, robi, co musi, jednak nie angażuje się w zadania, co jest niczym innym, jak długoterminowym i przeciąganym wypaleniem.

Jak jednak twierdzi dr Jaclyn Margolis w artykule dla Psychology Today ‘ciche rzucanie pracy zawsze było powszechne, jednak do tej pory często ukrywane’. Niektórzy pracownicy zawsze czuli się zdemotywowani, ale trzymali te emocje w sobie, starając się robić absolutne minimum – pisze ekspertka i dodaje, że popularność tej pracowniczej strategii powinna przyglądać się kadra kierownicza – masowe wypalenia to sygnał, że w firmie może być problem z zachowaniem balansu pomiędzy pracą a odpoczynkiem. To wina pracowników? Nie do końca.

Z badania opublikowanego przez Organization Science w 2015 r. wynika, że pracownicy, którzy przyznali, że nie pracowali 80 godzin tygodniowo, byli negatywnie oceniani przez swoich szefów. Wystarczyło jednak udawać, że pracuje się tak dużo i jest się zajętym, by zostać docenionym za oddanie i zaangażowanie.

Dr Jaclyn Margolis podkreśla, że ‘quiet quitting’ nie polega zatem na oglądaniu seriali w czasie pracy, a wolniejsze wykonywanie obowiązków, żeby zachować jakiś balans. W zjawisku ekspertka zauważa prognozę przyszłości – pracownicy coraz bardziej będą egzekwować swoje prawa do odpoczynku i robić wszystko, żeby dbać o swoje zdrowie. A to niestety jest bardzo nadwyrężane przez pracę ponad możliwości – statystyki WHO z 2021 roku pokazują, że nadgodziny to większa szansa na chorobę serca i udar.

Naukowcy ze Stanford wykazali, że wydajność znacznie spada po około 55 godzinach tygodniowo, więc pracownicy, którzy pracują przez 56 godzin tygodniowo, mają mniej więcej taką samą wydajność, jak ci, którzy pracują 70 godzin. Więcej godzin nie oznacza większej wydajności – pisze badaczka. Podsumowuje, że wspólne ustalenia pracowników i pracodawców, limitowanie godzin pracy i ustalenie własnej definicji sukcesu są niezbędne, by ‘quiet quitting’ stał się przeszłością.

Tekst: AC
Zdjęcie: Valeriy Khan/Unsplash

SPOŁECZEŃSTWO