Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Co jest nie tak z testami na inteligencję?

Większości z nas imponuje wysoka inteligencja, zwłaszcza gdy oddana jest w postaci solidnego IQ. Tymczasem cała ta zabawa ma szemrane korzenie.
.get_the_title().

Doda ma 156, Quentin Tarantino 160, Madonna 140, a Natalie Portman aż 164. Mowa oczywiście o ilorazie inteligencji, czyli IQ. Co jakiś czas docierają do nas podobne rewelacje – zwykle inteligencja sławnych ludzi interesuje nas niemal tak mocno, jak przejawy jej braku. Tylko czy IQ ma rzeczywiście cokolwiek wspólnego z inteligencją?

Pierwowzór testu powstał na początku XX wieku – francuski psycholog Alfred Binet w 1905 roku stworzył Skalę Inteligencji Bineta-Simona, która miała pomóc w zidentyfikowaniu uczniów mogących mieć kłopoty z nauką (a nie tych, którzy są w jakiś sposób wybitni).

Co więcej, nie sądził, że inteligencja dana jest raz na zawsze – czyli jeśli raz w teście osiągniesz pewien wynik, to jest to twoje IQ, które nigdy się nie zmienia. Takiego zdania był za to brytyjski psycholog Charles Speareman, który sformułował dwuczynnikową teorię inteligencji, dzielącą inteligencję na dwa czynniki: g (inteligencję ogólną) i czynnik specyficzny – s (zdolności specjalne). To jego ustalenia zapoczątkowały to, co znamy dziś jako Mensa. Jej założyciele, Roland Berrill i Lancelot Ware, poznali się w pociągu i wpadli na pomysł założenia klubu dla osób z wysoką inteligencją. Mensa powstała w 1946 roku, czyli aż 35 lat po śmierci Bineta.

Warto podkreślić, że Speareman i Berril byli zwolennikami eugeniki, do tego Berril interesował się frenologią, czyli pseudonauką określającą charakter i inteligencję na podstawie budowy czaszki i innych cech fizycznych.

alfred binet / źródło: wikimedia commons

Eugeniczne podwaliny testów IQ zaowocowały poglądem, że bezpośredni związek z inteligencją ma biologia. Tak więc najinteligentniejszy co do zasady jest człowiek biały, a najlepiej mężczyzna. Od tego nieuzasadnionego poglądu krok był już tylko do tego, by przyjrzeć się białym Amerykanom mieszkającym na schludnych osiedlach domków jednorodzinnych i ubogim Afroamerykanom i dojść do nieprawdziwego, rasistowskiego i na dłuższą metę szkodliwego wniosku, że za nierówności systemowe odpowiadają geny i ewolucja. To jednak niestety nie koniec. W 1927 roku orzeczenie Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych (Buck vesrus Bell) zalegalizowało przymusową sterylizację obywateli z niepełnosprawnościami umysłowymi, którzy często byli identyfikowani właśnie na podstawie testów na IQ. W efekcie wysterylizowano aż 65 tys. osób – przeważnie niebiałych i ubogich.

logo mensy / źródło: wikimedia commons

Mimo tak wątpliwego rodowodu, możliwość zmierzenia swego IQ pociąga ludzi do dziś. Tymczasem dany test jest tylko tak dobry, jak osoby, które go układają – to znaczy faktycznie jest w stanie coś zmierzyć i dać wiarygodny obraz, ale dotyczyć on będzie tylko wycinka sytuacji. W końcu inteligencja to złożone zjawisko.

W 1983 roku amerykański psycholog Howard Gardner przestawił teorię inteligencji wielorakiej, która wyróżnia aż 8 typów: inteligencję językową, logiczną, wizualno-przestrzenną, muzyczną, interpersonalną, intrapersonalną, ruchową i przyrodniczą.

Wystarczy rzut oka choćby na dwa ostatnie typy, by dojść do wniosku, że testy na IQ w żaden sposób ich nie mierzą. Do tego inteligencja zmienia się w czasie – w końcu zdarza się nam choćby miewać 'gorszy dzień’, nie mówiąc już o tym, że zdolności, przynajmniej niektóre, można przecież rozwijać.

Wbrew intencjom Bineta testy na inteligencję często służą dziś właśnie do tego, by dołączyć – przynajmniej symbolicznie – do klubu ludzi z wysoką inteligencją.

I – znów: przynajmniej symbolicznie – poczuć się lepszym od reszty. Ale przecież nikt nie powiedział, że inteligentniejsi mają w życiu lepiej – zresztą niedawno przestawialiśmy wam niezbyt wesołą historię najinteligentniejszego człowieka na świecie. A jeśli mimo wszystko nadal marzy wam się IQ 160 i członkostwo w Mensie, polecamy wam podcast amerykańskiej komiczki Jamie Loftus ’My Year in Mensa’. Loftus, która dołączyła do Mensy w ramach żartu, szybko przekonała się, że członkowie Mensy wcale nie zajmują się na co dzień rozwiązywaniem sudoku i grą w go.

Zdjęcie główne: Volodymyr Hryshchenko/ Unsplash
Tekst: NS

SURPRISE