Teoria zielonej linii to nowy wymysł manosfery. Ma pomóc na podstawie zdjęcia poznać samca alfa

Teoria ma pomóc rozpoznać 'prawdziwych mężczyzn'.
.get_the_title().

Jeżeli korzystacie z mediów społecznościowych, mogliście się ostatnio natknąć na zdjęcia znanych par pomazane zielonymi liniami. Jeden z użytkowników Twittera (Rivelino) próbuje w ten sposób wyjaśnić, jak rozpoznać samca alfa i beta.

Teoria zielonej linii sugeruje, że ‘prawdziwi’ mężczyźni nie skłaniają się ku swoim partnerkom.

Oznaczałoby to, że pochylanie się Pete’a Davidsona, żeby przytulić Kim, jest oznaką słabości, ale już Donald Trump to przykład silnego mężczyzny, który stoi prosto i pozwala kobietom pochylać się nad nim.

To oczywista bzdura. Vincent Denault, ekspert w dziedzinie komunikacji niewerbalnej, nazywa teorię zielonej linii nonsensownym pomysłem i dodaje, że ‘eksperci od mowy ciała rozpowszechniają podobne twierdzenia, łącząc pozycje twarzy i ciała z określonymi znaczeniami’, co jest sprzeczne z badaniami naukowymi.

Najpewniej wspomniany Rivelino jest zatem zwykłym trollem. Warto jednak zastanowić się, dlaczego takie mieszanki pop-psychologii i pseudonauki wciąż pojawiają się w manosferze. Wśród inceli wciąż panują nieprawdziwe podziały na mężczyzn alfa i beta, przy czym oni oczywiście identyfikują się z tymi drugimi, ‘gorszymi’, przeoczanymi przez kobiety. Upierają się, że wszystkie panie z natury są zaprogramowane, aby wybierać silnego i odnoszącego sukcesy partnera. Celem mężczyzn jest natomiast uprawianie seksu z wieloma partnerkami, by rozprzestrzeniać swoje geny.

Simon Copland, doktorant socjologii na Australian National University, który w swoich badaniach skupia się na manosferze, tłumaczy w rozmowie z magazynem Dazed, że środowiska te często odwołują się do psychologii ewolucyjnej i determinizmu genetycznego, aby nadać swoim pomysłom ‘poczucie słuszności’ i usprawiedliwić swoją mizoginię.

Pomysł, że kobiety są biologicznie ‘gorsze’ od mężczyzn, istnieje od wieków i ma kilku ojców, żeby wymienić tylko Hipokratesa, Darwina i Freuda.

Łatwo jest kpić z tych pomysłów, a teoria zielonej linii jest jedną z głupszych. Jednak źródłem tych pomysłów są bardzo prawdziwe uczucia, które ma wielu mężczyzn w kontekście ich zmieniającej się pozycji na świecie — tłumaczy Copland, podkreślając, że zamiast wyśmiewać takie teorie, powinniśmy badać, skąd się biorą i jak pomagać ludziom, którzy wpadają w takie myślowe pułapki.

Z tą opinią zgadza się dr Kaitlyn Regehr, która uważa, że podłączanie się pod takie teorie jest symptomem głębszego zjawiska: ‘Ostatecznie tym, co kultura manosfery – a następnie działająca w niej pseudonauka – oferuje młodym mężczyznom, jest sposób wyrażania strachu przed utratą kontroli’. A Copland dodaje, że ‘wielu mężczyzn naprawdę uważa, że ich życie to gówno i szukają ludzi, których można by za to obwiniać’.

Niestety, dane statystyczne potwierdzają, że rośnie liczba samotnych heteroseksualnych mężczyzn.

Członkowie manosfery, jak Andrew Tate czy Jordan Peterson, wykorzystują to do tworzenia wygodnej narracji, w której wystarczy przerzucić odpowiedzialność za swoje niepowodzenia na kobiety, a zwłaszcza feministki.

Tekst: AC

SURPRISE