Kto tak naprawdę króluje w tegorocznym popie?

Znacie Japanese Breakfast i Magdalena Bay? Jeśli nie – sprawdźcie koniecznie! Według nas nikt w ciągu ostatnich (póki co) 10 miesięcy nie serwował w wydaniu albumowym lepszego popu. Dowody w tekście.

W antropologii kulturowej badacze wyróżniają bardzo ciekawy stan określany mianem fazy liminalnej. Polega on na swoistym, zazwyczaj krótkotrwałym, zawieszeniu jednostki pomiędzy rolą społeczną odgrywaną kiedyś a tą, do której aspiruje. Przykładowo w niektórych plemionach chłopiec, by zostać oficjalnie uznany przez starszyznę za prawdziwego mężczyznę, musi sprostać szeregowi wyzwań, w trakcie realizacji których tkwi właśnie w owym czasie przejścia pomiędzy zatraceniem dawnej tożsamości a nabyciem nowej. Taki ‘psychologiczny Kot Schroedingera’ pomiaukuje też, rzecz jasna, w trakcie licznych eventów z rodzimego podwórka, jak np. ślub czy chrzest (moment ceremonii).

Kazus ten, nieco umownie, można również odnieść do muzyki. Wielu – żeby nie było, doskonałych – artystów ugruntowało swoją rolę w mainstreamowym popie poprzez okopanie się w wygodnej konwencji i czerpanie z niej do oporu.

Najciekawsze rzeczy, tak jak to w sztuce zwykle bywa, dzieją się jednak na granicy gatunków i w miejscach estetycznych wolt, eksperymentów i zmian.

Między innymi dlatego na tegorocznej popowej mapie tak bardzo wyróżniają się Japanese Breakfast (czyli Michelle Chongmi Zauner) i Magdalena Bay (Mica Tenenbaum i Matthew Lewin). Ta pierwsza dokonała stylistycznego obrzędu przejścia i odważyła na wydanie euforycznie brzmiącego longplaya, zupełnie innego niż jej dotychczasowy katalog.

Ci drudzy umiejętnie balansują zaś na krawędzi muzyki popularnej, dokładając swoją cegiełkę (m.in. łączące chwytliwość i noise’owe naleciałości ‘You Lose!’) do redefinicji jej języka.

Zarówno Zauner, jak i Tenenbaum oraz Lewin dokonują swoistego obrzędu przejścia. Ona – lokalnie, w prywatnej historii, oni – globalnie, odświeżając język tanecznego popu.

Kolorowe ptaki współczesnego popu

Punktem wspólnym dla Zauner, Tenenbaum i Lewina jest niewątpliwie ich wyrafinowany gust, ucho do detali i po prostu ponadprzeciętne warsztatowe kompetencje, z którymi bez problemu zawojowaliby światek muzyki eksperymentalnej. Tymczasem, w chwili gdy społeczeństwo otrząsa się powoli z pandemicznego zastoju, oba projekty okazały się najlepszymi dostarczycielami przebojowego popu. I fajnie!

W przypadku duetu Magdalena Bay kompozycje kipiące syntezatorową słodyczą kontrastowaną przeszkadzajkami są czymś naturalnym właściwie od początku aktywności, a ujmuje w nich właśnie ten przyjmujący różne proporcje flirt dekonstrukcji popowych piosenek z ich radiowym potencjałem. Tak wyglądało to np. w 2017 roku:

Niespodzianką jest zaś zmiana stylistycznego kursu w przypadku Japanese Breakfast (choć niektóre dawne single, jak ‘Everybody Wants To Love You’, na taki krok dawały nadzieję). Kryjąca się pod tym pseudonimem Michelle Chongmi Zauner nagrywała bowiem do tej pory płyty, owszem, melodyjne, ale raczej wysublimowane, refleksyjne i melancholijne (‘Psychopomp’ czy ‘Soft Sounds From Another Planet’). Na pierwszej z nich istotnym, a wręcz kluczowym motywem była próba oswojenia śmierci matki, zaś druga utrzymana była w nostalgicznej konwencji, brzmiąc mniej więcej tak:

Dziś oba projekty zapraszają na parkiet, dając kolejny z wielu dowodów (chociażby Ulver), że gdy ogarnięci w skomplikowanych formach muzycy biorą się za chwytliwy pop, wychodzi to często wyśmienicie.

Zdjęcie: Entertainment Weekly

'Jubilee' to płyta, która bardzo kojąco działa na psychikę. Warto mieć ją zawsze pod ręką – zwłaszcza w chłodne jesienno-zimowe dni.

Kompozycyjna kreatywność i wyrafinowana produkcja – Japanese Breakfast

Pora na konkrety. Zacznijmy od podlinkowanego we wstępie ‘Be Sweet’, w którym newwave’owa rytmika spotyka się z synthpopowym ciepłem, zaś w tle pobrzdękują disco naleciałości i dyskretnie poukrywane na drugim planie audialne ornamenty. Anielski wokal Zauner wybornie odnajduje się w takiej konwencji, a kompozycyjnie mamy tu ponadczasowy komplet: zwrotkę, mostek i refren ubarwione produkcyjnymi smaczkami, jak np. dyskretne wykrzyczenie tytułu z 1:10. Gdyby ten utwór powstał w latach 80., najprawdopodobniej byłby równie legendarnym numerem jak choćby ‘Bette Davis Eyes’ Kim Carnes.

‘Paprika’ brzmi z kolei niczym jakiś zaginiony, szalenie ciepły track The Ronettes (pamiętacie ‘Be My Baby’?), składający hołd girlsbandom z lat 60. i udoskonalony o nowoczesne możliwości produkcyjne.

Większość piosenek na płycie ma właśnie taki kojący i optymistyczny feeling. Posłuchajcie chociażby ‘In Hell’, ‘Kokomo, IN’ czy ‘Savage Good Boys’, w którym dodatkową (i to jaką!) atrakcją jest udział w teledysku Michaela Imperioliego, czyli… kultowego Christophera z ‘Rodziny Soprano’.

Na wyróżnienie zasługują też dwa również przebojowe, ale odrobinę bardziej melancholijne tracki. Pierwszy z nich to ‘Sit’, w którym nostalgiczna warstwa tekstowa o tęsknocie i miłości uroczo kontrastuje z tanecznym, uzależniającym instrumentalem. Drugi zaś to nowa wersja kapitalnego ‘Posing in Bondage’, pierwotnie wypuszczonego jako singiel w 2017 roku. Wersja, która chwyta za serce i zostaje w człowieku jeszcze długo po odsłuchu. Kapitalnie zagęszczony dźwiękowymi drobinkami refren prowokuje poczucie, że trafiliśmy na jakąś surrealistyczną imprezę, na której bawią się niosące swój bagaż z przeszłości duchy, zmęczone trudami ziemskiej wędrówki i tylko przy takich dźwiękach potrafiące jeszcze coś poczuć, choć oczywiście jest to też utwór o potrzebie perwersyjnej bliskości. Czapki z głów.

Zdjęcie: Harper’s Bazaar

Duet Magdalena Bay, mimo młodego wieku, już teraz posiada wszystko, by kreować muzyczne trendy w skali podobnej jak tragicznie zmarła Sophie.

Wyrafinowana produkcja i kompozycyjna kreatywność – Magdalena Bay

Ten duet to z kolei wręcz modelowy przykład muzyków w reprezentatywny sposób wpisujących się w swoje czasy. Z jednej strony oboje bardzo aktywni na Twitchu i TikToku, z drugiej osoby, które codzienne bombardowanie wirtualnym nadmiarem informacji, przekuwają w autorski język artystyczny i mieszanie konwencji – z ochotą sięgając po retro, ale też przyozdabiając klarowny pop vaporwave’owymi i noise’owymi ornamentami.

Przykładem jest wspomniane ‘You Lose!’, w którym wyrafinowana linia melodyczna, zachęcająca do nieustannych repeatów, przepięknie przeplata się z shoegaze’owo-bitpopowymi elementami, klarując obraz popu w pełni wyrażającego w brzmieniu swoją epokę. Od czasu ‘Creep U’ Black Dresses, którym zachwycaliśmy się tutaj, chyba nikt nie stworzył w tej estetyce takiej perełki. W obu przypadkach na uwagę zasługują też falujące barwami w rytm wszystkich sonicznych zniekształceń, nierozłącznie splecione z dźwiękiem wideoklipy.

A jak mogłyby brzmieć ciepłe, melodyjne piosenki, gdyby za ich produkcję wziął się na przykład Burial? Z odpowiedzią przychodzi ‘Something For 2’, w którym instrumental wciąga niczym czarna dziura, stanowiąc intrygującą bazę dla kontrapunktującego ten efekt, słodkiego wokalu Tenenbaum.

Ale nie myślcie sobie, że ‘Mercurial World’ to tylko eksperymenty. Na płycie znajdziemy ogrom soczystych synthpopowo-elektropopowych numerów dla każdego, podszytych a to chillwavem, a to r&b, które rozbujają do tańca nawet największych podpieraczy ścian. Przykładem jest choćby euforyczne ‘Dawning of the Season’, z powodzeniem mogące stawać w szranki z największymi hiciorami Kylie Minogue, Grimes, Roniki czy Chvrches. Zwróćcie uwagę na to, że ta totalnie radio-friendly, wakacyjna melodia wręcz ocieka drugoplanowymi ozdobnikami. Majstersztykiem jest tu zaś niespodziewana zmiana klucza w 2:46.

W podobnie ekstatyczny sposób oddziałuje też tytułowe ‘Mercurial World’ czy ‘The Beginning’.

Znajdziemy tu też wreszcie liczne, pokręcone ‘zwykłe piosenki’ z alternatywnej rzeczywistości, takie jak singlowe ‘Secrets (Your Fire)’

‘Chaeri’

oraz ‘Hysterical Us’

.

Ach, no i nie zapominajmy, że tracklista skrywa też gratkę dla wszystkich, którzy chcieliby ‘podążyć za królikiem’.

Po prostu – kolorowy zawrót głowy i bez co najmniej kilku sesji z tą płytą na słuchawkach nie ma szans na poznanie wszystkich jej smaczków.

Zdjęcie: Substream Magazine

Powyższe dwa punkty wyraźnie obrazują, że poziom zarówno ‘Jubilee’, jak i ‘Mercurial World’ jest niezwykle równy, co stanowi miłą przeciwwagę dla wielu ciekawych krążków, na których skrywają się zazwyczaj dwa, trzy hity i wypełniacze.

Sukces obu projektów, obok oczywistego talentu zaangażowanych w nie osób, tkwi w umiejętnym godzeniu nowoczesnych możliwości produkcyjnych z eksperymentalnym myśleniem, w śmiałym sięganiu po elementy retro i w niezwykłej muzycznej wyobraźni pozwalającej z tych sztywnych składowych stworzyć coś, co w pełni zasługuje na miano sztuki.

Sztuki, zwłaszcza w przypadku Magdalena Bay, pretendującej do wyznaczania limes, a tym samym przyszłych trendów pomiędzy mainstreamem a alternatywą.

Tekst: Wojciech Michalski
Zdjęcie główne: Weallwantsomeone

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook