Jedyny kontynent, z którego Polska nie sprowadza węgla to… Antarktyda

Podczas gdy Europa odchodzi stopniowo od węgla, my dla lepszych parametrów i cen wciąż importujemy go na potęgę.
.get_the_title().

Mimo tendencji do stopniowego odchodzenia od węgla w Unii Europejskiej (kilka dni temu pożegnała się z nim Austria i Szwecja), Polska wciąż jeszcze tym surowcem stoi. Rezerwy samego węgla kamiennego wynoszą w tej chwili w naszym kraju ok. 16 mln ton, i to wyłącznie w firmach górniczych oraz energetycznych, zaś generalne zapasy w przeliczeniu na czas użytkowania dają około 6 miesięcy pełnej niezależności.

Skoro jednak z jednej strony realizujemy stopniowo program „Czyste powietrze”, a popyt na energię czerpaną z paliw kopalnych rokrocznie spada, zaś z drugiej możemy liczyć na własne wydobycie, jaki właściwie jest cel (i skala) importowania węgla z zagranicy?

Nad tym problemem pochylił się ostatnio szczegółowo Bartłomiej Derski z portalu wysokienapiecie.pl, prezentując kilka bardzo ciekawych wniosków i grafik. Pretekstem okazała się zakończona 20 kwietnia wizyta w Polsce kolumbijskiego statku „Trójca Święta” – największego masowca, jaki kiedykolwiek wpłynął do naszego kraju – który drogą morską przywiózł ok. 185 tys. ton węgla. Jak się okazuje, na tle liczb ilustrujących zagraniczny import węgla do Polski w latach 2018-2019 to wciąż niewiele. Świetnie przedstawia to poniższa plansza, na której widać, jak prym wiodły w tym takie kraje jak Rosja (ponad 23 mln ton!), Australia, USA i Kolumbia, jednak geograficzne macki oplatają tak naprawdę cały świat.

fot. wysokienapiecie.pl

Pomniejsi krajowi klienci (gospodarstwa domowe, właściciele szklarni, instytucje etc.) zużywają w tej chwili co roku około 10 mln ton węgla kamiennego.

Co podkreśla Derski – przede wszystkim o dużej i średniej ziarnistości, bo właśnie taki jest kompatybilny z rozmiarem małych kotłów. W kraju w ciągu 12 miesięcy takiego węgla wydobywamy 5-6 mln ton, stąd też konieczne są „posiłki” z zagranicy. Druga kluczowa sprawa to – jak łatwo się domyślić – jakość, definiowana przez Derskiego jako “wartość opałowa, ilość popiołu, siarki czy rtęci”. Korzyści importowanego surowca to nie tylko większa wydajność przy codziennym użytkowaniu, ale też choćby minimalizowanie emisji CO2 oraz kosztów z nią związanych. Samą wydajność wydobycia węgla kamiennego w kraju w ostatnich latach można prześledzić na poniższym wykresie:

fot. wysokienapiecie.pl

I wreszcie rzecz ostatnia, czyli cena wydobycia i sprzedaży – u nas wynosząca ok. 350 zł/tonę (silne aspiracje do niechlubnego światowego topu) zaś globalnie w portach ARA 194 zł/tonę. Różnica jest więc kolosalna. Wszystko to wraz z szeregiem lokalnych subtelności i uwarunkowań składa się na złożony pejzaż wciąż silnej obecności węgla w Polsce, którego, gdyby patrzeć na kontynenty, nie sprowadzamy na ten moment wyłącznie z… Antarktydy. Trzymamy kciuki, by przechodzenie ku odnawialnym źródłom energii następowało w naszym kraju szybko i płynnie.

Póki co, jak podaje wysokienapiecie.pl, z ogrzewania węglowego korzysta 36 proc. gospodarstw domowych, co stanowi znaczący proekologiczny progres na tle lat ubiegłych.

Tekst: WM

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: