Innowatorzy w muzyce: Björk

Islandzka artystka, która szczyt popularności przeżywała na przełomie lat 90. i 00. jest dzisiaj wbrew pozorom bardziej aktualna, niż kiedykolwiek wcześniej. To ona wyznacza trendy we współczesnej elektronice i stanowi awangardę na rynku muzyki popularnej. Wciąż warto słuchać Björk, jeśli się chce wiedzieć poznać dźwięki przyszłości.
.get_the_title().

Barwny ptak

Wystarczy spojrzeć na kolorową okładkę jej drugiej płyty „Post”, by zdać sobie sprawę z tego, że ma się do czynienia z czymś mało oczywistym. Jak na artystkę alternatywną wygląda na zbyt popową, jak na pop wydaje się za bardzo trącić wyrafinowaniem. I taka też była Björk na początku swojej solowej kariery. Z zespołem Sugarcubes, z którym stawiała pierwsze kroki na rynku muzycznym, zaistniała w świadomości poszukujących dziwnych i nowych brzmień słuchaczy, ale przy „Debut” i „Post” chciała już czegoś więcej – jej celem było przebicie się do mainstreamu i zostanie jedną z ikon MTV. Tak też się stało, bo teledyski do „Venus As A Boy”, „It’s Oh So Quiet”, „Army Of Me” czy „Human Behaviour” były bardzo charakterystyczne i przyciągały uwagę publiczności nie mniej niż muzyka. Krytycy zaś zachwycali się poziomem artystycznym tych nagrań, wykraczających poza gatunkowe ramy trip-hopu i avant popu.

Natura i technologia

Björk pochodzi z Islandii, a więc krainy niezwykłej, gdzie biorąc pod uwagę mikroskopijną populację, chyba co drugi mieszkaniec zrobił karierę muzyczną. Miejsce to, pełne dziewiczej natury, surowe i spokojne, dostarcza multum inspiracji muzycznych. Artystce zawsze już były bliskie islandzkie wykwity Matki Natury, podobnie jak muzyka elektroniczna, którą w pewnym momencie zaczęła chłonąć i którą sobie upodobała. Björk wiele czasu spędzała z modnymi wówczas producentami, z niektórymi miewała romantyczne znajomości. Mark Bell, Tricky, Goldie – kreatywne środowisko brytyjskiej elektroniki odcisnęło na artystce piętno porównywalne z Islandią. Uznawany za jej szczytowe osiągnięcie album „Homogenic” był tak znakomity właśnie dlatego, że równoważył idealnie elementy brzmień natury i zimne mechaniczne bity.

Przepiękna ballada „All Is Full Of Love” pokazuje, jak koegzystować może ze sobą delikatna orkiestracja żywych instrumentów i komputerowy podkład.

Nowe wyzwania

Po ogromnym sukcesie „Homogenic” świat stanął przed Islandką otworem. Nic dziwnego, że jej popularność tylko rosła. Osiągnęła już wszystko w formacie albumowym, miała kilka hitów, serię genialnych teledysków. Naturalne było to, że zaczęła eksperymentować z innymi formami sztuki. Zagrała główną rolę u jednego z najbardziej ambitnych, ale też okrytych złą sławą reżyserów europejskich, czyli u Larsa von Triera.

„Tańcząc w ciemnościach” nie było musicalem sensu stricte, ale Björk miała w nim zarówno okazję zaistnieć jako aktorka, jak i zaprezentować swój wokal w w nowej odsłonie.

Kameralny dramat Selmy – kobiety walczącej z przeciwnościami losu i bezwzględnym systemem, który ją wypluł – przeradzał się w scenach quasi-musicalowych w odbicie wewnętrznego świata głównej bohaterki. Te marzycielskie sceny to istny popis Björk, która swoją wrażliwością zdominowała film. Zupełnie inny od tego niezależnego obrazu, choć równie “björkowy”, był występ piosenkarki podczas otwarcia letnich igrzysk olimpijskich w Atenach. Islandka wystąpiła tam w olśniewającej kreacji, zapewniając jeden z najbardziej odjechanych wizualnie i muzycznie występów podczas wszystkich ceremonii.

Ludzki głos w zdehumanizowanym świecie

Po tym, jak na płycie „Vespertine” brzmienia elektroniczne zdominowały tkankę muzyczną, artystka potrzebowała nowego oddechu, żywych i “ludzkich” brzmień, a najlepszy (i najprostszy) tego typu instrument tkwi w ciele każdego z nas. Dlatego też zdecydowała się w 2004 roku na nagranie płyty, na której głównym elementem muzyki byłby ludzki głos. Dziesiątki różnych wokali zaproszonych gości tworzyły całą aranżację dla szczątkowych bitów, udając różne instrumenty.

„Medulla” była bardzo odważnym sygnałem, że w coraz bardziej stechnicyzowanym świecie ludzkie ciało potrafi wciąż zdziałać co najmniej tyle samo, co dziesiątki wyszukanych instrumentów.

Każdy z jej późniejszych albumów, będących częścią audiowizualnego doświadczenia, pomimo przenikania nowych technologii do procesu tworzenia, zachowuje bardzo istotny element ludzki – czy będzie to jedyny w swoim rodzaju głos Björk, czy też instrumenty akustyczne (drewniane!) – wszechobecna technologia nie sprawia że muzyka 2.0 w wykonaniu Islandki zapomina o tym, co najważniejsze. Sam tytuł jednej z tych płyt – „Biophilia” – zobowiązuje.

Utopia

Ostatnie dwie pozycje w dyskografii Björk to współpraca z jednym z najciekawszych twórców we współczesnej elektronice – Arką. Ten freak zakochany w przaśności, dekonstrukcji i futurystycznym brzmieniu był idealnym partnerem artystycznym dla naszej bohaterki. Na zeszłorocznej „Utopii” te dwa muzyczne umysły spotkały się w miejscu, do którego od dłuższego czasu zmierzały.

Muzyka zawarta na tym krążku idealnie odzwierciedla utopijny świat Björk, w którym człowiek i Ziemia stanowią część wspólnego, wiecznego organizmu.

Artystka tym samym idealnie realizuje w swojej sztuce to, co proponują posthumaniści jako postawę nowoczesnego człowieka, żyjącego w zgodzie zarówno z przyspieszającym postępem technologicznym, jak i całym globalnym ekosystemem. Wszystko to stanowi w jej muzyce jedność. Powykręcane, futurystyczne dźwięki komputerowe, które serwuje Arca tworzą jeden organizm z fletniami pana i innymi tradycyjnymi instrumentami. Całość brzmi jak strumień dźwięków spoza czasu, jednocześnie należący do dawnych wieków plemiennych, pogańskich, jak i do świata przyszłości, technokultury.

TU I TERAZ