Rośnie europejska bańka nieruchomości. Takich cen nie było od lat

W wyniku pandemii koronawirusa gospodarki europejskie stoją w obliczu nowego zagrożenia: bańki cenowej na rynku nieruchomości. Ten trend wyraźnie widać już w Szwecji, Austrii, Holandii czy Niemczech.
.get_the_title().

Na północny zachód od centrum Sztokholmu, za dobrze sytuowaną okolicą Bromma, domów wartych miliony euro było kiedyś niewiele. To się jednak zmienia. W zeszłym tygodniu dwie nieruchomości z lat 30. położone na przedmieściach Brommy zostały wystawione na sprzedaż za 1,4 mln euro każda. Z kolei w Hässelby, na północno-zachodnim krańcu miasta, dom z widokiem na jezioro można kupić za 1,5 miliona euro.

Takie oferty to niewątpliwie znak czasów. Chociaż wspomniane nieruchomości nie zostały jeszcze sprzedane, statystyki sugerują, że mogą znaleźć kupców gotowych zapłacić podane w ofertach ceny.

Według ostatniego raportu firmy Valueguard średnie ceny nieruchomości w Szwecji wzrosły o 19 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Wzrost ten jest większy w przypadku domów niż mieszkań – 23 proc. w porównaniu z 12 proc. Jak przyznają agenci nieruchomości, w okolicach zamożnej Brommy ceny wzrosły o około 25 proc.

Pracuję w tym zawodzie od 17 lat i nigdy nie widziałem, aby ceny rosły tak szybko jak w ciągu ostatniego roku – przyznaje Pär Gunnarsson z agencji Bromma. – To jest zjawisko ekstremalne.

Sytuacja w Szwecji jest ilustracją szerszego, zaskakującego trendu obserwowanego obecnie w całej Europie.

Zdjęcie: CHUTTERSNAP / Unsplash

Kiedy rozpoczęła się pandemia, obserwatorzy rynku zakładali raczej, że ceny domów pozostaną w najlepszym wypadku na stałym poziomie, a może nawet spadną w miarę pogłębiania się spowolnienia gospodarczego. Tak się jednak nie stało.
Wielomiesięczne zamknięcie w domach i ograniczenie do minimum wydatków na restauracje czy podróże sprawiły, że uwaga wielu osób przeniosła się na ulepszenie przestrzeni mieszkalnej.

Ten apetyt na większe mieszkanie, a najlepiej dom, spowodował wzrost średnich cen na wielu rynkach mieszkaniowych, zwłaszcza w Europie Środkowej i Północnej. W Holandii ceny wzrosły w ciągu ostatniego roku o 15 proc., w Austrii o 12 proc., w Niemczech o 11 proc., natomiast w Wielkiej Brytanii o 10 proc.

Szwajcarski bank UBS wskazał Monachium, Frankfurt, Paryż i Amsterdam jako zagrożone bańkami na rynku mieszkaniowym, a Sztokholm i Londyn jako miasta, w których ceny są być zawyżone.

Jednocześnie wiele krajowych banków centralnych nadal dolewa oliwy do ognia, utrzymując stopy procentowe na niemal rekordowo niskim poziomie, aby pomóc przedsiębiorstwom przetrwać. To również sprawiło, że gospodarstwa domowe mogą taniej pożyczać pieniądze, aby spełnić swoje marzenia o kupnie domu.

Zdjęcie: Toa Heftiba / Unsplash

Obecnie istnieje obawa, że w miarę ożywienia gospodarczego banki centralne będą musiały podnieść stopy procentowe, aby zahamować wzrost, a nabywcy domów mogą znaleźć się w sytuacji, w której nie będą w stanie spłacić długów. Jeśli ograniczą wtedy wydatki, uderzy to w odradzającą się gospodarkę. Jeśli będą musieli sprzedać swoje nowe domy, ujawni to bańkę właśnie w momencie jej pęknięcia.

Nie chcę używać sformułowań takich jak ‘martwię się’ czy ‘nie martwię się’, ale to był zaskakujący rozwój sytuacji, jeśli chodzi o ceny domów w ciągu ostatnich 12-15 miesięcy – mówi Cecilia Skingsley, zastępca prezesa szwedzkiego banku centralnego Riksbank. – Nie mieliśmy do czynienia z pandemią w czasach nam współczesnych, więc nie wiedzieliśmy, jak to się potoczy, a teraz widzimy, że ceny rosną nie tylko w Szwecji, ale w wielu podobnych krajach, takich jak Francja czy Wielka Brytania.

Choć ekonomiści w dużej mierze wierzą, że przy odpowiednim zarządzaniu przez banki centralne, agencje nadzoru finansowego i ustawodawców można uniknąć kłopotów na rynku mieszkaniowym, to wielu z nich coraz bardziej obawia się ryzyka na nadchodzący rok.

Zdjęcie główne: Breno Assis / Unsplash
Tekst: AD

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook